-
Ankrmonaai (VI) Happy End
Data: 24.03.2024, Autor: AleidaMarch
NIEWINNA? - No więc, mów... - ponaglił. Gładził wierzchem dłoni delikatny, alabastrowy policzek. Wzdłuż linii prawie nie odznaczających się zmarszczek mimicznych spływała powoli łza. Kaja tylko uśmiechnęła się smutno i przylgnęła twarzą do jego szorstkiej dłoni, mrużąc oczy. - Chcę usłyszeć, co działo się z Tobą przez cały ten czas - nie odpuszczał R. Zmarszczył brwi i odjął od niej rękę. Ona zreflektowała się, podniosła głowę z jego muskularnych kolan i spojrzała w głębię jego błękitnych oczu. - Chcesz wiedzieć, w jaki sposób tu trafiłam? Jakie były początki mojego zejścia na złą drogę? - zapytała. - Tak, jestem ciekaw - odparł. - Zapowiadałaś się dobrze, póki nie zaczęłaś sobie wstrzykiwać tego świnstwa. Miałaś aspirację na dobrą szkołę, dobrą pracę - zupełnie inne życie. - Tak - odpowiedziała głucho. - I co się potem stało? - zapytał z powrotem przyciągając ją do siebie, by znów zacząć miarowo gładzić jej włosy. - Wiesz, poznałam faceta, przez którego w siebie zwątpiłam. - I? - spytał, bo nie kwapiła się do kontynuowania opowieści. - Stwierdziłam, że wolę go bardziej niż swoje marzenia. Jego marzenia przedkładałam nad własne, można nawet powiedzieć, że zdegradowałam je na rzecz jego planów i oczekiwań. Chciałam mu we wszystkim pomóc. Chciałam, żeby był szczęśliwy. Jego szczęście dawało mi radość. W końcu ta droga stała się jedyną do zdobywania radości w moim ograniczonym życiu, a on przestał mnie potrzebować - artykuowała swoje zeznania powoli, ...
... monotonnym głosem. - Wtedy zaczął się najgorszy odwyk w moim życiu. Od tamtego czasu czuję w sobie pustkę, którą wypełniam różnymi rzeczami, ale ona wciąż sieje zniszczenie. Nie umiem już normalnie czuć, nie umiem myśleć z nadzieją. - W tym czasie poznałaś Szczura? - zapytał wsłuchany odbiorca tegoż wywodu. - Tak. Poznaliśmy się w internecie. W zasadzie nigdy go nie lubiłam, nawet na początku, ale to on mnie w to wszystko wkręcił. Dzięki niemu mogę się dalej spokojnie psuć, dzięki niemu też wpadłam na Ciebie... - Wiedział, że się znamy? - spytał R. Spokojnie wpatrywał się w jakiś nieistniejący punkt na ścianie pokoju z kanapą. - Nie. Dla niego, mam wrażenie, było to jeszcze większe zaskoczenie. - Czy do tamtego chłopaka czułaś coś podobnego, jak do mojej córki? - spytał R., nie zdradzając żadnych emocji. - Bałam się, że o to zapytasz. Chyba tak. Po niej i po nim miałam ochotę skończyć ze sobą, bo wydawało mi się, że wszystko, co dobre, jest już za mną i jestem już całkiem bezużyteczna - wygłosiła bez zająknięcia, jednak dwie łzy spotkały się już gdzieś w połowie drogi do jej spękanych ust. - Już dobrze... - pocałował jej jasne włosy nachylając się i otarł kciukiem łzy. - Sam muszę przemyśleć, co bym od Ciebie chciał, wiesz? - A jakie są opcje? - Najpierw myślałem o Tobie jako o suce, na której mógłbym się wyżyć. Teraz jednak zastanawiam się, czy nie zaopiekować się Tobą. Nie mówię, że każę Ci odstawić i nie będę Cię pierdolił - bo będę - ale chodzi ...