-
Fechowicz cz. (I) - Lena
Data: 09.09.2020, Autor: kyrgiakos
... kieszeni ciężkiego zimowego płaszcza, podaję jej cały portfel. Zaświeca światło, oślepia mnie. Czuję pojawiający się na mojej twarzy grymas, oczy zasłaniam dłonią. Razi mnie. -Kurwa nie wyciągniemy ich. Poblokowani są, wezwij kogoś ze straży i pewnie karetkę – krótko i rzeczowo informuje policjant. Lat około 50. Pamiętający zapewne służbę w poprzednim ustroju, prosty pospolity pies. Jest przejęty tym co mówi, jest wyraźnie podenerwowany. -Dobra, kurwa, nie sikaj. Patrz kogo my tu mamy. Poznajesz Pana? – Lena pyta psa. -Nie, a kto to? -Adam Fechowicz! – z dziwnym podnieceniem w głosie oznajmia koledze tą jakże niesamowitą rzecz. -Kto to? To ten co go teraz każdy u nas czyta? -No ten sam! - gadają o mnie jakby mnie tu nie było. -Oni żyją? – wtrącam się do rozmowy. -Żyją, ale najebani obydwaj są ostro. Nie ma sensu nawet alkomatem ich badać, trzeba na krew, ale najpierw to ich muszą rozciąć żeby wyszli stamtąd – mówi i wraca w stronę białego volkswagena. Lena odwraca się do mnie. Uśmiecha się. Widzę ją teraz dokładniej – czarne włosy, związane w kitkę, czapka z trochę odrażającym napisem „Policja”. Ładny uśmiech, grube wargi, świecące oczy. -No nieźle że taka interwencja mi się trafiła. Wybaczy Pan, że tak o Panu gadaliśmy, ale dziś jeszcze gadaliśmy o „Markizach” na komendzie. Rewelacyjnie Pan to napisał! – coś o mnie wie. Wie że jestem pisarzem i że interwencja którą teraz przeprowadza nie jest jedną z wielu które miała wcześniej. Ma w sobie coś ...
... niezwykłego, niszczącego jej codzienną rutynę w tej pracy. Ton jej głosu ujawnia jej ogromne podekscytowanie tym spotkaniem. Jestem narcyzem, egoistą. Schlebia mi to co mówi. Lubię kiedy mnie ktoś chwali. Tym bardziej jeśli jest to 20-kilkuletnia Lena, śliczna brunetka. -Dziękuję. Krzysiek jestem – podaję jej dłoń. Odwzajemnia to, podając swoją. Delikatna, miękka rączka zatapia się w mojej dłoni. -Lena – uśmiecha się znowu. Śliczna jest -Możesz zdjąć tą czapkę? Trochę Cię szpeci – mówię szczerze, staram się stworzyć tego mało śmieszny żarcik. -Dobrze – śmieje się. Ściąga czapkę, odkłada ją na bok. Jest skromna, takie odnoszę wrażenie. Albo speszona. Zastanawia się jak ma się zachować żeby nie wyjść głupio, czy może poprosić o zdjęcie, o autograf, o numer telefonu. Cokolwiek co będzie dla niej pamiątką, dowodem na to, że weszła ze mną w choć chwilową znajomość. Uśmiecha się ładnie, choć uśmiech jest typowy dla głupich cip, które widząc kogoś popularnego uśmiechem staraj się dać do zrozumienia, że jest to dla nich coś wyjątkowego. -Znam tych chłopaczków – przerywa krótkie milczenie – kiedyś tego pasażera zgarnęliśmy za posiadanie, ma zawiasy. Ten kierowca to jego kuzyn. Obydwaj z bogatych rodzin. Nic im nie będzie nawet jeśli są pod wpływem. -Nie zrozumiem nigdy po co komuś niszczyć życie, bruździć w papierach za to, że miał przy sobie zioło – mówię szczerze i bezpośrednio. -Ja też nie – odpowiedź mnie zaskakuje – ale to przydział z góry. Pewnie sami tego ...