1. Niebieski tygrys – epilog


    Data: 28.06.2021, Autor: candy

    – Tak się cieszę, że wróciłaś. – Szef obrzucił mnie promiennym uśmiechem. – I to w swojej szczytowej formie, jak widzę.
    
    – Nie zamierzam już nigdy z niej wychodzić – odparłam, uśmiechając się do niego szeroko i siadając przy swoim biurku.
    
    Przez ostatnie wydarzenia miałam masę roboty, ale wiedziałam, że w końcu znajdę na nią czas – moje życie wreszcie wróciło do normy.
    
    Choć momentami czułam się nieco samotna. Nigdy nie przyznałabym tego na głos, ale w moim sercu została pustka, której nie mogłam niczym wypełnić.
    
    Pustka po Danie.
    
    Po mojej drugiej miłości, drugim człowieku, któremu ofiarowałam serce.
    
    Pustka, która już na zawsze miała tam pozostać.
    
    Pocieszała mnie tylko myśl, że jednak, mimo wszystko, Dan też mnie kochał. To właśnie ta miłość była jego zgubą. Przez miłość do mnie zawahał się w swoim ostatecznym momencie, przez co byłam w stanie do niego strzelić.
    
    Gdy obryzgała mnie jego krew, stałam nad nim przez chwilę ze łzami w oczach. Wiedziałam, że postąpiłam właściwie. Chciał mnie zabić. Chciał odebrać mi życie i zapanować nade mną.
    
    Ale nie mógł. Bo to ja panowałam nad wszystkimi.
    
    Pochyliłam się jednak nad jego zakrawawionym ciałem i ujęłam w dłonie jego drżącą twarz. Jego zielone oczy, wypełnione przerażeniem, odszukały mnie ostatni raz.
    
    – Kocham cię, Dan – jęknęłam, przypatrując mu się uważnie, by dobrze go zapamiętać. – Ale tylko ja mogłam wygrać i mieć kontrolę. Nikt więcej.
    
    Złożyłam ostatni pocałunek na jego ustach, a gdy podniosłam ...
    ... głowę, jego oczy już się nie ruszały.
    
    Wróciłam się jeszcze do Nicoli, która obficie krwawiła z tętnicy udowej. Nieudolnie próbowała zatamować krwotok, ale nic to nie dawało. Gdy mnie zobaczyła, wyjąkała:
    
    – Dalej, rób, co musisz. W ten sposób przynajmniej znowu zobaczę brata. – Spojrzała tęsknie na miejsce jego pochówku. – A ty do końca życia będziesz sama ze swoim sumieniem.
    
    Wszystko się zgadzało, poza jednym – ja nie miałam sumienia. Nigdy mnie ono nie gryzło. Nic mi nie wyrzucało.
    
    Nie miałam żadnych rękawiczek, ale i tak zdołałam wykopać jeszcze jeden dół, tym razem na dwie osoby. Zanim wrzuciłam tam Dana, ściskałam przez chwilę jego lodowate ręce. Miał rację. Co mi przyszło z tej miłości?
    
    Czegoś mnie to jednak nauczyło. Tego, że byłam niepokonana. Miałam też już pewność, że żadne z nich nie powróci z martwych.
    
    Po wszystkim zaczęłam uderzać w klif, tak, że ziemia stęknęła i zapadła się sama z siebie, kompletnie zagradzając wejście do środka – jakby sama natura chciała mi pomóc w zamaskowaniu zabójstwa.
    
    Zmyłam z siebie krew i jak gdyby nigdy nic, wróciłam do mieszkania.
    
    Do życia, które znowu było spokojne. Do nowych motyli, które gdzieś już na mnie czekały.
    
    Nawet, jeśli kiedyś ich odnajdą – mnie już tu nie będzie.
    
    I choć czasem łapałam się na tym, że myślałam o Danie, nie płakałam za nim. Mama miała rację – mężczyźni stanowili zagrożenie. Zawsze. Od tej reguły nie było wyjątków.
    
    Teraz wiedziałam już, że Niebieskim Tygrysem byłam ja sama.
    
    I ...
«12»