-
Kasia i Michał rozdział 7
Data: 08.11.2021, Autor: Margerita
Mia Jestem dwudziestoletnią dziewczyną, o długich ciemnoblond włosach i piwnych oczach. Siedzę w salonie i czytam książkę, gdy nagle rozlega się dzwonek do drzwi. Kogo to tez niesie o tak późnej porze – myślę. Wstaję z kanapy i idę do drzwi spoglądam przez judasza, a tam stoi mój brat. Natychmiast mu otwieram mężczyzna wchodzi do mieszkania. — A ty, co zapomniałeś kluczy, że dzwonisz? — Chyba je zgubiłem. — Oj Michaś, Michaś, ty kiedyś zapomnisz własnej głowy – żartuję z niego. Michał idzie prosto do sypialni ja zamykam drzwi i podążam za nim. Widzę, jak się przebiera, kiedy jest, już w łóżku wychodzę z ukrycia. Siadam na brzegu łózka i mu się przez chwilę przyglądam; — Czemu mi się tak przyglądasz, czy jestem, gdzieś brudny? – pyta Michał. — Nie tylko twoja cera jest taka promienista. Śmiem twierdzić, że się zakochałeś w Kasi. — Może tak, a może nie to tylko siostrzyczko moje serce wie. — Ha, ha, ha widzę z ciebie zrobił się romantyk. — Przepraszam cię Mia, ale jestem trochę zmęczony. — Jasne, już ci nie przeszkadzam. Wstaję z miejsca pochylam się nad bratem i go całuję na dobranoc. — Śpij słodko – szepczę mu do ucha. Na paluszkach wychodzę z pokoju ostrożnie, zamykając drzwi. Biorę kąpiel i wskakuję pod kołdrę, ale nie mogę zasnąć rzucam się zboku na bok. Spoglądam na zegarek, a tam dochodzi druga w nocy wstaję i przez całą noc się krzątam, po domu. W końcu wykręcam numer do mojego chłopaka Romana, który jest ...
... pielęgniarzem. Ale nikt nie odbiera, więc się rozłączam i kładę do łózka, usiłując zasnąć. W końcu zapadam w sen i budzę się późnym popołudniem spoglądam na zegarek, a tam dochodzi trzynasta. — O matko kochana, ale późno! – wykrzykuję. Wyskakuję z łóżka szybko się ubieram i wybiegam z mieszkania bez śniadania. Zbiegam, po schodach jak strzała na dworze ruszam wolnym krokiem w stronę pracy. Nagle jak spod ziemi wyrasta przede mną Roman z uśmiechem od ucha do ucha. — Romek?! Skąd ty się tu wziąłeś? — Akurat tędy przejeżdżałem i zauważyłem, że idziesz do pracy. Chodź podwiozę cię — Miło z twojej strony. — Wskakuj! Bo się spóźnisz. Wsiadam do jego czarnego Forda i ruszamy z piskiem opon. Przez całą drogę gapię się w okno, a w głowie kłębią się tysiące myśli, po chwili dojechaliśmy na miejsce; — Dlaczego jak wczoraj do ciebie dzwoniłam nie odebrałeś telefonu ode mnie? — Przepraszam kotku miałem telefon wyciszony. — No ciekawe, co takiego robiłeś, że musiałeś go wyciszyć? — Byłem w pracy. — Nie kłam! — Mówię prawdę. — Jakoś ci nie wierzę i wiesz, co ta rozmowa nie ma najmniejszego sensu. Po tych słowach wysiadam z auta Roman robi to samo podbiega i łapie mnie za rękę, przyciągając do siebie. — Puszczaj mnie słyszysz! — Mia? — Co? — Proszę cię powiedz, że mi wybaczasz? Ja nie chcę się z tobą kłócić. — Zastanowię się. Po czym wchodzę do kawiarni, gdzie pracuję, zostawiając Romana na zewnątrz ze smutną miną. A niech się ...