1. Z pamiętnika Marty. Molo


    Data: 06.01.2022, Autor: Historyczka

    Doskonale pamiętam te wakacje. Byłam potwornie zmęczona rokiem szkolnym; łobuziaki z klasy, w której miałam wychowawstwo, wyjątkowo dali mi się we znaki. Dlatego postanowiłam porządnie zresetować się, czyli wypocząć nad morzem, oczywiście polskim morzem. Doskonale sprawdziły się do tego samotne długie spacery nad brzegiem morza, lub na molo. Pewnego dnia założyłam śliczną białą (jak ja kocham ten kolor) sukienkę, spod której dyskretnie spoglądał na świat również biały, koronkowy staniczek. Wietrzna pogoda spowodowała, że moja kiecka zaczęła bawić się "w żagiel". Niczym żagiel okrętu, który wówczas zawitał do portu. Właśnie w takiej, kłopotliwej nieco sytuacji, na molo zaczepili mnie dwaj mężczyźni, na oko, w okolicy pięćdziesiątki. Mili i kulturalni. Prawnik i przedsiębiorca prowadzący jakieś drobne biznesy, jak się później okazało. Od razu stało się jasne, że próbują mnie poderwać. Zaprosili mnie na kawę, a ja oczywiście odmówiłam, zgrywając niedostępną... Ale oni nie odpuszczali. Obsypywali mnie komplementami, że mam fantastyczną figurę, żartowali o mojej sukience, która "chce mnie opuścić"... Koniec, końców, wylądowaliśmy na obiedzie... Panom dopisywały humory, piliśmy czerwone wino...
    
    Wreszcie, po jakiejś godzinie, pan biznesmen, ni stąd ni zowąd z głupia frant zaproponował, żebym poszła z nimi do łóżka! Żebym z obu nimi się przespała!
«1»