Rozbieranie Sebastiana
Data: 06.04.2022,
Kategorie:
Geje
Autor: Sylwunia
... gorącokrwisty, nie był macho, był pospolitym, młodym facetem, cholernie sfrustrowanym i z całą masą kompleksów.
- I jeszcze te ślady po ospie na brodzie. Boże, jestem beznadziejny. Wyglądam jak wymoczek. Jak dziecko. Jak gimbus. Pieprzony, paskudny pysk. I głos trochę za wysoki, ręce za małe, nogi włochate jak u mamuta. Nic dziwnego, że nikt mnie nie chce. I nie będzie chciał. Jesteś beznadziejny, stary – tłumaczył swojemu lustrzanemu odbiciu, a potem wybuchnął śmiechem.
W wiosennym powietrzu wisiała obietnica, wisiało coś niezwykłego i trochę egoztycznego, i liczył, że to przydarzy się właśnie teraz, właśnie jemu. Lada chwila. Nic jednak się nie działo. W kamienicy było cicho, była niedziela, i tylko odkurzacz chodził na pełnej mocy piętro wyżej.
Mógłbym się powiesić w taką niedzielę, myślał, parząc sobie mocną kawę, a potem siadając z nią przy kuchennym parapecie i kontemplując szarne, wełniste chmury, sunące z majestatem i niewiarygodnie nisko.
Przypomniało mu się, jak jeszcze mieszkali z Łukaszem dom w dom, na wsi, co ma jedną ulicę i jeden sklep, i łazili razem na stację kolei palić papierosy i skręty, łazili pić piwo i sikać na tory. Łukasz lubił rozwalić coś dla rozrywki, i raz była to budka telefoniczna, raz wiata autobusowego przystanku, kiedy indziej szyba w dworcowej poczekalni. Sebastian uważał, by nie zostawać w tyle, i wtórował mu we wszystkim chętnie. Razem jeździli na imprezy do dyskoteki w sąsiedniej wsi, razem tłukli się ze spotkanymi ...
... chłopakami, razem uciekali przed policją i przed psami goniącymi ich, gdy kradli kukurydzę z ogrodu gospodarza. Łukasz był w jego życiu od zawsze, a teraz najchętniej uciekłby od niego, od tych uczuć niepotrzebnych, które nosił w sercu jak kamień, które ciążyły mu coraz bardziej, przez które nie mógł normalnie spać i uczyć się, przez które śnił o nim ciągle i ciągle udawał, że gwałci go we własnym łóżku, a Łukasz wcale a wcale nie oponuje.
O piętnastej z łóżka wyciągnął go dzwonek do drzwi. Krzyknął na jednego ze współlokatorów, żeby otworzył, nikt jednak się nie odezwał. Westchnął ciężko, zaciągnął bokserki i poczłapał niechętnie by zobaczyć, kto śmie przerywać jego słodką, kacową drzemkę.
Za drzwami stał nikt inny, jak Łukasz, i uśmiechał się jak zawsze, pewnym siebie uśmiechem kogoś, kto zna siebie i świat na wylot, kto niczego się nie boi i nigdy się nie mazgai.
- Siema, stary. Specjalna przesyła z Amsterdamu. Będzie pan kurwa kwitował, czy można wejść? - spytał, stojąc w progu z plecakiem przewieszonym przez ramię.
- Nie wierzę, że masz jeszcze na to siłę – zamarudził Sebastian, przepuszczając go w drzwiach i zakluczając za nim. Przez moment poczuł się nieswojo z własną nagością, szybko jednak odsunął od siebie niewygodne myśli. Wiedział, że musi się pilnować.
- Nie pierdol, tylko zrób mi herbatki – wyszczerzył się Łukasz, posyłając mu szeroki, pełnogębny uśmiech.
Herbata była znakomita, cytrynowa i mocno słodka, i Łukasz pił ją jeszcze gorącą, małymi, łapczywymi ...