-
Brother in law (III)
Data: 20.09.2022, Kategorie: bez seksu, śmierć, Autor: Kate
... też nie zamierzam dotrzymać danego mu słowa. – Też kazał ci coś obiecać? – Kazał mi się tobą opiekować. – Dlaczego? – spytała, sama nie wiedząc czy pyta o prośbę Alexa, czy o stwierdzenie Willa. On chyba też nie wiedział, bo milczał. – Nie przejmuj się. Wcale nie musisz tego robić. Sama sobie wyśmienicie poradzę. Zawsze to robiłam. – Nie wątpię. – Czy aż tak mnie nie lubisz, że nawet teraz musisz mi to okazywać? Aż tak cię wtedy obraziłam? Jeśli tak, to jeszcze raz przepraszam. – Chyba rzeczywiście musisz być w ciąży. Wyobraziła sobie jak by to było płodzić dziecko z Alexem i uśmiechnęła się, mimo woli. – Nie wiesz, co mówisz. – Doprawdy? To skąd ta mina? – Jaka mina? – No ta właśnie. Zadowolona z siebie mina. To w taki sposób sobie poradzisz? – Naprawdę, pleciesz głupoty. – Czy to aż takie dziwne, że dziewczyna, którą bzykał mój brat spodziewa się dziecka? No chyba, że to nie jego? – Jesteś śmieszny! Tak to cię przeraża, że mogłabym być z nim w ciąży? Jesteś idiotą. – Po raz kolejny... – Tak – przerwała mu – po raz kolejny nazywam cię idiotą, bo zamiast cieszyć się, że noszę w sobie cząstkę twojego zmarłego brata, ty robisz z tego tragedię. – A więc jednak!! – wykrzyknął. Wzruszyła tylko ramionami. Nie miała siły z nim dyskutować i zastanawiać się, co może powiedzieć, a czego nie. – Ja i tak dowiem się prawdy. – I co? I co wtedy zrobisz? – Jeśli jakimś cudem jest to dziecko Aleksandra, odbierzemy ci je. Aż ...
... się wzdrygnęła. – Nie zrobiłbyś tego. – Potomek Alexandra, kimkolwiek byłaby jego matka, należy do Cliffordów. – Mówisz tak, jakby to była rzecz! – To jasne, że my będziemy go wychowywać. Każdy sąd przyzna nam prawo do wyłącznej opieki, tym bardziej, gdy porówna nas z tobą. – No tak. Jasne. Bo ja nie gram z nimi w golfa. – Co? – Pstro! – Naprawdę, odebrałbyś mi dziecko? – wyszeptała wstrząśnięta. – Jesteś podły! – aż się znów rozpłakała. Nie mogła uwierzyć, że byli spokrewnieni. Gdyby kochała Alexa jak mężczyznę, straciła go i rzeczywiście miała z nim dziecko, ten oto tutaj, jego rodzony brat starałby się jej je odebrać. Zamiast wesprzeć i pomóc. To było nieludzkie. Pobladła. – Na alimenty więc nie licz – oznajmił z bezczelnym uśmieszkiem. No tak. Mogła się tego spodziewać. Tu wcale nie chodziło o dobro dziecka, tylko o forsę. – Wiesz, mam w nosie ciebie i twoje pieniądze! Życia Alexowi jakoś nie uratowały – to mówiąc wyszła z samochodu i z całej siły trzasnęła drzwiami. Wiedziała, że mocno go wkurzy. Faceci tacy jak on, dbali o swoje drogie zabaweczki bardziej niż o ludzi. Nie czekając na jego wybuch pobiegła do mieszkania Alexa. Na szczęście miała zapasowy klucz. Była w łazience, gdy usłyszała pukanie. – Kogo tam znów niesie? – Scott, dzięki któremu nie musiała być jednak sama tej nocy, poszedł otworzyć. Zamarła, kiedy usłyszała Williama. – Przepraszam, chyba pomyliłem... – zawahał się przez chwilę, po czym bez słowa wtargnął ...