-
Kolęda
Data: 01.01.2023, Autor: MrHyde
... kobieta, dziesięć kolęd zaliczyła z wyróżnieniem czerwoną kropką w moim kajecie. Potrafi godnie przyjąć księdza. Klucz wchodzi do zamka bez zgrzytnięcia. Jedynie z ust kobiety dobywa się jednorazowe westchnienie. — Masz cudowną córkę — mówię, wykonując powolny ruch biodrami. Czuję, jak kobietę przechodzą dreszcze. — Duch święty jest z nami. Wierzę, że także czujesz jego obecność. — Tak, czuję — potwierdza kobieta. Oddycha głęboko. — A Lucyna? Dobrze się uczy. — Tylko patrzeć, jak przyprowadzi kawalera i będziecie na ślub prosić. Albo chrzciny? — Na to jest jeszcze za młoda. — Jeszcze rok, dwa, i kto wie? Ty też, zdaje się, młodo wyszłaś za mąż. Panie Boże, ukarz mnie, jeśli musisz. Ja chyba grzeszę, bo wyjątkowo dobrze mi w tej kobiecie. Jest tak samo rozkosznie ciasna jak córka. Kropidło lada chwila zechce kropić. — Musiałam. — Pan Bóg często nie pozostawia nam wyboru. Cóż, trzeba słuchać. — Proszę księdza, Lucynka to jeszcze dziecko. — Alina obejmuje mnie za szyję. — Na dyskoteki nie chodzi. Na randki się nie umawia. Chłopcy w ogóle jej nie interesują. Aż się czasami pytam, dlaczego. Nie uwierzy ksiądz. Ona jeszcze bawi się lalkami. Jakież te mamy naiwne! Zapomniała krówka, jak była jałówką. — Dlaczego miałbym nie wierzyć? — pytam. Cudowne mam parafianki. Szkoda, że kolęda jest tylko raz w roku. — Wygląd zewnętrzny może mylić — odpowiada Alina. — Jeszcze dwa lata temu wyglądała jak mała dziewczynka. A teraz? Jaka panna! — To ...
... prawda — zgadzam się, choć mógłbym co nieco doprecyzować. Wystarczy spojrzeć na rząd liter w kartotece. Ile razy musiałem przeprawiać? Z „a” na „a plus” i z „a plus” na „b”, jeśli mnie pamięć nie myli. I jeszcze dzisiejsza zmiana na „c”. Z tego wynika, że przynajmniej sądząc po biuście, dziewczyna zaczęła widocznie już jakieś trzy lata temu. Dwa lata temu nie mogła wyglądać jak mała dziewczynka. Ale nie warto się spierać. Kiedy zgoda, wtedy pan Bóg rękę poda. — Masz w domu piękną latorośl, Alino. Cudowną. Ściskam oba pośladki. Przyspieszam. Trzeba korzystać z okazji. Czasu już niewiele. — A jak się sprawa ma z posługą małżeńską? Pożycie od ostatniej kolędy było? — zmieniam temat. Alina bez wątpienia chciałaby wiedzieć, o czym rozmawiała ze mną jej córka, ale niestety, tajemnica spowiedzi. Choćbym chciał, nie mogę nic powiedzieć. — Było na Wielkanoc. Dwa razy. Tak mało! Jak bym ja miał taką żonę, panie Kozioł, to bym z niej nie schodził, nawet jak by przestał grać telewizor i trzeba by naprawić korki. Alina wyjaśnia pokrótce przebieg zbliżenia: niedziela palmowa, na pierwszym kanale lecą Wiadomości, cała rodzina przy stole. Kozioł pijany. Jeszcze nie zdążyły dzieci na dobre wyjść z pokoju, mówi na cały głos, jak to pijany, „Daj teraz!” Alina się opiera. „Nie przy dzieciach”, mówi. Ale Kozioł nie słucha. Chce natychmiast. Zdejmuje spodnie. „Daj!” Alina z duszą na ramieniu, bojąc się, że któreś z dzieci wróci do salonu, daje. — Nie dał rady, proszę księdza — ...