1. O deserze, który smakował za bardzo...…


    Data: 18.05.2023, Kategorie: kochanek, przygoda, przyjaciele, cyber, Autor: Violin

    Jak to się dzieje, że znajomości internetowe tak szybko ewoluują? Sama nie wiem. Jestem przerażona tym, jak brak kontaktu wzrokowego z osobą po drugiej stronie monitora nas ośmiela. Planowałam jedynie niewinny flirt, a wyszło inaczej. Zupełnie inaczej. Czułam się winna tego co w zasadzie zbudowało się niechcący. Chyba żadne z nas nie wierzyło w to, że kiedykolwiek spotkamy się naprawdę.
    
    W każdym razie z czasem wymieniane codziennie e-maile przestały nam wystarczać. Z pewną obawą podałam numer swojego telefonu, ale jak się wkrótce okazało niczego później nie żałowałam. Szczeniacki flirt był początkiem tego co między nami powstało. Utworzyła się pewna nić porozumienia, chęć wzajemnego wspierania się i zupełny brak zahamowań w kwestii wyznań. Bywało pikantnie. Bardzo. Ale z drugiej strony nie brakowało też długich rozmów telefonicznych na tematy tak błahe, że chwilami czułam, jakby był moim starym dobrym znajomym.
    
    Kuba stał się stałym elementem mojego życia. Był moją słodką tajemnicą. Nikt z moich znajomych o nim nie wiedział. Chyba właśnie to tak mnie w nim pociągało. Za każdym razem, gdy dawałam mu na swój temat jakieś istotne informacje czułam, że balansuję na krawędzi.
    
    Może to kolejny psychopata? – myślałam momentami. Nie, nie ma to nic wspólnego z masochizmem. To były po prostu chwilowe obawy, co chyba w dobie Internetu nie jest wcale dziwne.
    
    Stawał mi się coraz bliższy. Po długotrwałym, toksycznym związku potrzebowałam ukojenia, a on pojawił się nagle, ...
    ... niespodziewanie. Nie był właściwym człowiekiem. Miał swoje życie. Jednak chemia między nami zadziałała.
    
    Po pół roku wymiany e-maili, smsów i telefonów zdecydowaliśmy się na spotkanie. Było ok., choć odniosłam wrażenie, że przez to, że niewidzialna ściana anonimowości zniknęła bardzo się siebie krępowaliśmy. I nie dziwota. To dziwne uczucie, patrzeć po raz pierwszy w oczy komuś, kto wie o Tobie tak wiele. Fakt, że pisaliśmy również o seksie w dość otwarty sposób tylko pogorszył wtedy naszą sytuację. Nie mogłam wiedzieć, że w przyszłości to zaprocentuje. Niektóre z wymienionych smsów miały bardzo prosty i jasny przekaz. Przecież o to nam wtedy chodziło. A podczas spotkania twarzą w twarz na początku były rumieńce, nieśmiałe uśmiechy i ta świadomość, ze nikt oprócz nas nie wie o czym rozmawialiśmy, jak wiele o sobie wiemy.
    
    Na szczęście szybko do siebie dotarliśmy i po kilku spotkaniach na neutralnym gruncie długo zastanawiałam się czy granicę przesunąć dalej. Powtarzałam sobie, ze przeginam i, że nasza znajomość powinna się już na dobre zatrzymać na tym etapie.
    
    Co mnie do niego tak ciągnęło?
    
    Chyba to, że powiedział mi o sobie tak wiele. Co prawda gwarancję na to czy była to prawda miałam żadną, ale wszystkie fakty tworzyły spójną całość. Był jak zdradliwy narkotyk. Niby go nie ma, jest dozowany, panuje się nad przyjmowanymi dawkami, a jednak uzależnia. Ilu ludzi w ten sposób popłynęło? Wielu. Wydaje Ci się, że to kontrolujesz, że przecież trzymasz swój nałóg w ryzach, ale ...
«1234...12»