1. PS. Wróć do mnie


    Data: 06.01.2024, Kategorie: powrót, związek, Autor: jasiorudy

    Odgarnęłam jednym ruchem stopy stertę ubrań leżących na podłodze. Nie miałam weny do sprzątania, zwłaszcza w tym dniu. Czajnik na gazie głośno świszczał przypominając o swojej obecności. Uwielbiam rytuał parzenia herbaty - widok pęczniejących listków, uwalniającego się aromatu, potem cukier i cytryna, to rutyna jakiej potrzebowałam na co dzień. Usiadłam wygodnie w bujanym fotelu, molestując paznokciami kwiatki narysowane na moim dużym kubku herbacianej heroinistki.
    
    Żołądek podchodził mi do gardła, czułam się trochę jakbym połknęła psychopatę, który chce poćwiartować mi wszystkie wnętrzności. Jeszcze do tego doszła sraczka, mój organizm wprost bosko reaguje na stresujące sytuacje. Latając tak między kiblem, a fotelem zastanawiałam się o co, tak naprawdę mi chodzi - nie wiedziałam.
    
    Czekałam na niego trochę jak podekscytowany szczeniak, który oczekuje na swojego pana. Z tą różnicą, że szczeniak nie ma zamiaru uprawiać ognistego seksu ze swoim żywicielem, choć to lizanie i merdanie ogonem jest w sumie zbliżone.
    
    Od naszego rozstania minęły całe, długie cztery lata. Kiedy się poznaliśmy, mieliśmy po siedemnaście lat Byliśmy gówniarzami i nie wiedzieliśmy, że nasza historia tak się skończy ani, że w ogóle zacznie. Najlepsze rzeczy spadają na nas jak grom z jasnego nieba i potrafią odwrócić nasze życie o sto osiemdziesiąt stopni. Tak właśnie było w naszym przypadku. Było nam ze sobą cudownie i właśnie w tym najlepszym momencie naszego związku oznajmił mi, że wyjeżdża. ...
    ... Nienawidziłam go za to, ale pomimo wszystko nie potrafiłam zostawić. Było ciężko, cholernie ciężko. Najgorsze było to, że im dłużej go nie było, tym bardziej byłam zakochana. Powoli znikała nadzieja na to, że wróci. Czułam się jakbym traciła w życiu coś naprawdę ważnego. Nie wiem, czy to kwestia chęci posiadania tego, czego nie może się mieć, czy też zwyczajne pragnienie przynależności do kogoś, tworzenie spójnej jedności. Cierpiałam. Jemu też nie było lekko. Obojgu nam było ciężko, cierpieliśmy z powodu rzeczy, których nie mogliśmy sobie nawzajem ofiarować, ani ich otrzymać.
    
    Wszystko co złe zniknęło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bo zaraz miał stanąć w drzwiach. On - Paweł, mój Paweł. Nie chciałam wyjeżdżać po niego na lotnisko. Ze strachu? Niepewności? Minęło sporo czasu. Oboje dorośliśmy. Wolałam poczekać w domu.
    
    - Izunia! Już jestem – Z zamyślenia wyrwał mnie jego radosny głos, nie zauważyłam, kiedy wszedł. Byłam strasznie podekscytowana, zbyt szybko wstałam i potknęłam się o dywan. Zaryłam twarzą o podłogę.
    
    - Skradasz się jak szatan! - wrzeszczałam na całe gardło, wygrażając pięścią.
    
    Paweł nic sobie z tego nie robiąc, zdjął spokojnie kurtkę i buty, śmiejąc się przy tym niesamowicie.
    
    - No chodź do mnie mój pulpeciku - wyciągnął do mnie rękę, zignorowałam to. Szybko wskoczyłam mu w ramiona, obejmując nogami w pasie.
    
    - Cicho bądź i całuj!
    
    Nie były potrzebne słowa zachęty, od razu zaniósł mnie do sypialni. Był taki jak go zapamiętałam. Lekki ...
«123»