1. Jak zostałam dyrektorem (II)


    Data: 28.01.2024, Kategorie: Lesbijki współlokatorka, szantaż, biuro, Autor: Rodriguez

    ... się jak świr.
    
    - Nie twoja sprawa.
    
    - To jest moja sprawa! Mieszkam tutaj i obmacujesz mnie codziennie! Dlatego uważam, że to jest MOJA sprawa!
    
    Daria wstała, wypchnęła mnie za drzwi i zamknęła je na klucz. Krzyknęłam jeszcze "spierdalaj" i poszłam do siebie. Przepłakałam pół nocy, po czym zasnęłam. Ale przed tym postanowiłam, że się wyprowadzam.
    
    Gdy tylko się obudziłam, zaczęłam pakować walizki. Nie wiedziałam jeszcze gdzie pójdę, ale nie chciałam być tutaj. Mało tego, postanowiłam że muszę zarobić na oddanie Darii pieniędzy za mieszkanie, bo nie chciałam jej nic zawdzięczać. Przejrzałam ogłoszenia, umówiłam się z paroma właścicielami i jeszcze tego samego dnia przeprowadziłam się.
    
    Krzysiek wyjechał, ja pracowałam i jakoś to życie się toczyło. Współlokatorzy byli w porządku, z chłopakiem miałam kontakt telefoniczny, w firmie nie było najgorzej, chociaż męczyła mnie praca fizyczna. Stanie na nogach przez osiem godzin było nie dla mnie, ale wiedziałam, że lepszy rydz niż nic. Jednak po miesiącu wydarzyła się najwspanialsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić – dostałam awans. Płaca była taka sama, ale już nie musiałam stać godzinami, a konkretnie zajmowałam się rekrutacją pracowników. Praktyki i szkolenia jednak nie poszły na marne, a stanowisko spodobało mi się na tyle, że rozważałam studia w kierunku branży HR. Gdyby nie brak faceta na miejscu, mogłabym powiedzieć, że byłam wtedy nareszcie szczęśliwa.
    
    Pewnego popołudnia szłam wieczorem z zakupów i spotkałam ...
    ... mojego szefa. Zawsze uważałam go za... ekhm... buraka. Na takiego wyglądał i tak się zachowywał. Tym razem było podobnie.
    
    - Witam szanowną panią Magdę! – krzyknął uradowany na mój widok. Nigdy nie rozumiałam dlaczego on się tak drze. Dostrzegłam na tylnym siedzeniu śpiące dziecko w foteliku, więc tym bardziej dziwiło mnie to głośne przywitanie.
    
    - Witam pana prezesa – odpowiedziałam nieśmiało z nadzieją, że to koniec pogawędki.
    
    - Pani Magdo, a dokąd pani tak drepta? Chętnie panią podwiozę.
    
    - Dziękuję uprzejmie, przejdę się.
    
    - Ależ proszę mi nie odmawiać! Chyba nie chce pani mieć konfliktu z przełożonym? – zarechotał i w tym momencie dziecko się przebudziło. Biedny maluch.
    
    Wsiadłam do tego cholernego samochodu. Ku mojemu zaskoczeniu szefunio nie zabawiał mnie rozmową, zmienił piosenkę i jechaliśmy sobie w milczeniu. Moja życiowa sielanka nie trwała długo. Konkretnie skończyła się, gdy ten palant położył mi rękę na kolanie. Jakie to banalne!
    
    - Pan wybaczy – rzekłam i zdjęłam jego rękę z kolana
    
    - Pani Magdo, skończmy z tymi podchodami – wymruczał.
    
    - Jakimi podchodami?
    
    - Ciiii, dziecko siedzi z tyłu – szeptał - sądzi pani, że dwudziestolatka bez wykształcenia i doświadczenia dostałaby tak szybko awans ZA DARMO? Niech mnie pani nie rozśmiesza.
    
    Milczałam. Nie byłam skrępowana. Nie byłam zła. W zasadzie to chciało mi się śmiać, no bo czego ja się spodziewałam? Poprosiłam o zatrzymanie samochodu, na co uzyskałam odpowiedź, że zatrzymamy się jak będzie ...