1. Potencjał erotyczny (I)


    Data: 26.02.2024, Kategorie: delikatnie, wspomnienia, Autor: Mirabelka

    Klucz w drzwiach znajomym zgrzytem oznajmił powrót Marka do domu. Zosia leżała na kanapie pochłonięta lekturą. Miała na sobie lekką, zwiewną sukienkę, która sięgała ledwie do połowy ud. Zdjął buty i wszedł do pokoju oznajmiając – No, jestem... Odwróciła głowę i uśmiechnęła się leniwie. – Za moment skończę rozdział i podam ci obiad, dobrze? – bardziej stwierdziła niż zapytała i wróciła do lektury. Marek jak zahipnotyzowany wgapiał się w jej nogi, bose stopy i apetycznie wyeksponowany tyłeczek. Przysiadł obok niej na kanapie. Pochylił się, wsunął nos w jej lekko kręcone, kasztanowe włosy i pocałował szepcząc w ucho – Dobrze, dobrze... dokończ, ja poczekam. Wiedział już doskonale, że jeśli w grę wchodzi naprawdę wciągająca lektura, żadną siłą jej nie odciągnie od książki.
    
    Spróbował usadowić się obok niej. Zosia przesunęła się zwinnie na środek kanapy robiąc mu więcej miejsca, nawet na moment nie odrywając oczu od książki. Marek usiadł wygodniej i zaczął muskać skórę w zagłębieniu kolana. Zosia prychnęła, jak kotka niezadowolona z tego, że się ją głaszcze... – Łaskoczesz – mruknęła znad książki, kiedy nie przestawał jej rozpraszać. Marek wstał energicznie z kanapy, ale tylko po to, by zmienić swą pozycję. Usiadł tam, gdzie jeszcze przed momentem spoczywały jej łydki i stopy, uniósł je i ułożył na swoich nogach. Miał ją teraz całą na wyciągniecie dłoni, które znów powróciły do przerwanej pieszczoty. Zosia uwielbiała kiedy masował jej stopy i nadwyrężone codzienną pracą łydki, ...
    ... uwielbiała do momentu, kiedy masaż nie przechodził w subtelniejszą pieszczotę, bo ta wywoływała łaskotki. Marek nauczył się, że z jej nogami trzeba postępować "po męsku", dziś jednak chciał odwrócić jej uwagę od lektury. Więc, na przekór prychaniu, delikatnie muskał jej łydki, dołeczki pod kolanami i miękką skórę ud, coraz wyżej, aż do granicy, którą wyznaczał materiał sukienki. Śmiała się, napinała mięśnie i robiła uniki przed opuszkami jego palców, ale czytała dalej...
    
    Postanowił posunąć się dalej w wędrówce po jej ciele, wsunął dłonie pod materiał sukienki i oniemiał, bo nie miała na sobie bielizny. Jego dłonie zastygły w bezruchu na chłodnej skórze pośladka... Zosia odłożyła na podłogę książkę i posłała Markowi szelmowski uśmiech, zdając sobie sprawę, że obiad jednak odciągnie się w czasie. Wyciągnęła się na kanapie i z cichym mruczeniem uniosła pupę w zachęcającym geście i z nieukrywaną przyjemnością oddawała się w posiadanie jego dłoni. Marek zsunął powoli sukienkę z pośladków. Mógłby patrzeć na nie godzinami i godzinami mógłby ich dotykać. Uwielbiała kiedy czuła jego dłonie na swoich biodrach, kiedy obejmował władczo jej tyłek. Uwielbiała czuć jego dłonie nocą, gdy już zasypiali i rankiem, gdy na pół rozbudzeni, na pół jeszcze śpiący szukali swej bliskości.
    
    Wciągnęła głośno powietrze, roztapiała się pod wpływem dotyku zwinnych palców, które ledwo muskały przestrzeń między pośladkami i ciekawskie wciskały się w wilgotne miejsce u zwieńczenia ud. Unosiła biodra, ...
«123»