Odkupienie (IV)
Data: 16.01.2020,
Kategorie:
Fantazja
Incest
Romantyczne
wojna,
Autor: jokerthief
... dzieje, dopiero potężny wytrysk zaalarmował go. Krew oblała twarz Catherine, która z uśmiechem zamieniła swoje dłonie w najniebezpieczniejszą dłoń. Dryblas padł do tyłu, przerażony tym co się dzieje – próbował pochwycić resztki swojego przyrodzenia w dłonie, jednak dopiero teraz zorientował się, że jego jądra trzyma jak dwie kulki kobieta.
To nie świadomość tego, co z nim zrobiła przeraziła go, lecz to w jaki sposób tego dokonała. Jej twarz przeobraziła się, uśmiech był podły, pewny siebie. Obracała dwa kawałki mięsa między palcami, jakby były zabawką. Kawałki skóry zwisały z jej paznokci, razem z paroma żyłami. Wen Dzon chciał ruszyć do przodu, uderzyć ją, jednak była szybsza. Opadła kolanem wprost na ziejącą ranę osiłka, ogłuszając go na dobre. Jądra trafiły chinola w gębę, wywołując obrzydzony odruch. Próbował zetrzeć z oczu krew i tkankę, po to tylko aby ujrzeć jak ukręca kark swojej ofierze. Zrobiła to lekkim, sprawnym ruchem. Nigdy nie miał do czynienia z takim potworem... instynktownie cofnął się o krok i walnął o ścianę. A ona nadal bawiła się w najlepsze! Spojrzała na niego z uśmiechem, odgarnęła z twarzy kosmyk włosów, czerwieniąc go i powiedziała głębokim, hipnotycznym głosem.
- Prawda, że potrafię dogodzić?
Wen Dzon wypadł na zewnątrz jak porażony. Mógł przeżyć widok rozrywanych na kawałki żołnierzy, krzyki umierających cywili... Ale żeby z przyjemnością rozszarpać mężczyznę gołymi rękoma? Catherine Harrier nie była suką – to istna bestia w ciele anioła. ...
... Mężczyzna przetarł twarz i zajrzał do środka przez judasza. Kobieta dobrała się do ciała i zaczęła zbierać krew w aluminiową miskę. Spojrzała wprost w jego oczy, znów posyłając ten sam, morderczy uśmiech.
Dopiero godzinę później, gdy zdołał się doprowadzić do porządku, przyszedł z powrotem, aby zabrać ciało. Widok, który zastał wprawił go w osłupienie. Catherine stała przy ścianie i malowała coś krwią martwego. Cały czas szeptała dziwne słowa, niektóre z nich zrozumiał.
Mój... wróć po mnie...
Dopiero następnego dnia dał radę zmusić się, aby wejść tam i w milczeniu znosić jej potworny uśmiech. Jego ludzie narzucili płachtę na zmasakrowane zwłoki i pospiesznie wynieśli je na zewnątrz, ciągnąc za sobą krwawy ślad. Wen Dzon spojrzał na nią a potem na jej dzieło. Na lewej od drzwi ścianie namalowała postać, ledwie dostrzegalną w ociężałych, nierównych maźnięciach. Ten pancerz... wydał się znajomy. Pamiętał gdzie widział takie.
Sereilon...
Nadal niezdolny spojrzeć jej wprost w oczy, obejrzał się na prawą ścianę. Tym razem widział postać kobiety, trzymającą w ramionach dziecko. Jej oczy były zakryte kosmykami włosów, zrobionych długimi, pociągnięciami dłonią. To była ona i jej bękart, Mark Harrier. Kochała go, to dało się poznać. Nikt prócz matki nie potrafił trzymać z taką miłością dziecka w ramionach, w każdą kreskę włożyć tyle uczucia. Dopiero teraz odważył się spojrzeć wprost na nią.
Jego oczy przyciągnęło jednak to, co znajdowało się za jej plecami. Catherine ...