1. Czas grozy 18. Junosza


    Data: 25.07.2020, Autor: Historyczka

    ... najwyższemu! Białogłowa miałaby umieć czytać i pisać? A po co?! Węszę tu jakieś szatańskie sztuczki!
    
    Jednak brzęczące złoto wpłynęło istotnie na poglądy opata,
    
    - No cóż... i tak niewiasta, jako niepomiernie mniej sprawna na rozumie i tak się niczego nie nauczy, więc obrazy boskiej nie będzie.
    
    Otrzymała celę. Co rano o brzasku musiała odmawiać wiele pacierzy, a potem szła na naukę. Przypatrywał się temu przeor, nawet z chęcią, bo oto będzie miał dobitny dowód swej tezy, że kobiety są wielokrotnie
    
    ***
    
    Zawrócił kobietę.
    
    - Wyznałaś, że wódz Wikingów cię posiadł. Opowiedz. Opowiedz nam ze szczegółami!
    
    - Panie... nie każ mi tego... Wiesz, że dla białogłowy upokorzeniem wielkim jest to, co mi ten poganin uczynił. Przypominanie tego, wyznawanie wam... to kolejny srom dla mnie. Srom i upodlenie...
    
    - Księciu nie możesz odmówić! - syknął podniecony, a i rozsierdzony władca.
    
    Spuściła głowę.
    
    - Cóżże mogę dodać ponadto, że mię pohańbił?
    
    - Opowiedz, jak to uczynił.
    
    - Okrutnie, wierz mi panie, okrutnie... bez krzty litości dla czci niewieściej.
    
    - Okrutnie? Opowiadaj... Opowiadaj, jak cię chędożył.
    
    - Ach panie... nie chcę wracać wspomnieniami do tej bolesnej dla mnie chwili... gdy ten zwierz... nie będzie przesadą, gdy rzeknę nań -zwierz, wtargnął we mnie...
    
    - Dałaś mu przyzwolenie?
    
    - Gdzieżby, panie... nie przecz panie mej skromności niewieściej... Klnę się na czystość najjaśniejszej panienki, że ten poganin targnął się na mą cześć ...
    ... siłą...
    
    - Broniłaś mu się?
    
    - Mój opór został przełamany, jako trzcina przez huragan...
    
    - Od razu cię wyryćkał, czy trochę poigrał sobie z tobą...
    
    - Ach panie... to bestia... zanim to uczynił, pastwił się nade mną okrutnie... zaiste... okrutnie...
    
    - Ale...? Obłapił i zmiętosił twe wielkie cyce? Obłapiał łono?
    
    - Panie... trudno mi to mówić... ale było, jako rzeczesz... miętosił... to wielce łagodne tego nazwanie...
    
    - Chciał się nacieszyć twoimi białogłowimi skarbami... obściskiwał zapewne i twój kształtny zadek... i piczę?!
    
    - Ach panie... widzę, że nie ukryje się przed tobą nic z mojej sromoty... z mojego pohańbienia...
    
    - Wyznaj pani, azali długiego miał drąga, którym takie spustoszenie miał poczynić w twym łonie?
    
    - Ach... panie... - Martha zakryła oczy - to był istny potwór! W życiu nie widziałam straszniejszego!
    
    Po tym zaniemówiła, jakby złapała się za język.
    
    "Przecie to jakbym się wydała, że już trochę męskich przyrodzeń widziałam w swoim życiu..."
    
    ***
    
    Martha naprawdę tęskniła za wodzem Wikingów. Sama nie wiedziała dlaczego? Za jago dzikością? Siłą? Może jego okrucieństwo wywoływało w niej przemożny strach - była świadoma, że to nielitościwy zbój, z setkami żyć ludzkich na sumieniu, z nią łączy się w akcie miłosnym...
    
    W każdym bądź razie wciąż myślała o jego twardym mieczu. Czekała chwili, kiedy znów będzie mogła mu się oddać.
    
    - Panie... może nie dasz wiary mym słowom, ale ckniło mi się za tobą. Śniłam już o chwili, gdy weźmiesz mnie do ...