-
Okazja
Data: 17.09.2020, Autor: Indragor
... dotąd, ale szczęśliwa. Mimo wszystko, z uśmiechem na twarzy, przytuliłam się do swojego mężczyzny. „Tak mi dobrze” - mruknęłam, zamykając oczy. Nie wiem, czy usłyszał. Pewnie silnik autokaru zagłuszył moje ciche słowa. Chwilę po tym spałam. Pamiętam jeszcze, że pomyślałam niezbyt rozsądnie, ale to już było na wpół śnie, na wpół jawie: „z takim mężczyzną mogłabym mieć dzieci”. Obudziły mnie jasne światła zapalone w autokarze. Obok nikogo nie było. Pan Ryszard za to stał na przedzie autokaru z mikrofonem w ręce. Kilkanaście sekund później z głośników rozległ się jego głos: – W autokarze rozległ się śmiech. – Przy słowach „pozytywnych, mocnych wrażeń”, wydało mi się, że na moment spojrzał mi w oczy. Uśmiechnęłam się szeroko, choć on pewnie tego nie zauważył. Mikrofon został wyłączony. Pan Ryszard chwilę porozmawiał z jedną z nauczycielek, po czym ruszył wzdłuż rzędów autobusu, sprawdzając, czy uczniowie wykonali polecenie. Gdy podszedł do mnie, usiadł na chwilę obok. – Jak się czujesz? – zapytał. – Doskonale – odpowiedziałam cała rozpromieniona, mimo potężnego zmęczenia, które nadal mnie nie opuszczało. – To dobrze, cieszę się. – Mrugnął niespodziewanie okiem. Zaraz potem wstał, kontynuując obchód. Autokar rozwoził ludzi po mieście. Po niektórych wychodzili rodzice. Po mnie też chciała wyjść mama, ale uparłam się, że nie. Od przystanku, na którym zatrzymywał się autokar, do domu miałam nie więcej niż dwieście metrów. Mimo to teraz żałowałam, że muszę ...
... wracać sama. Zrobiło się jakoś pusto i smutno. Na szczęście w domu, po powitaniu z mamą, humor mi wrócił. Będąc jednak już u siebie, w bezpiecznym domu, mój organizm puścił na całego. Po całodziennych wrażeniach i nie będę ukrywała – nocnych, poczułam się nawet nie padnięta, a wręcz zdechła ze zmęczenia. Omal nie zasnęłam pod prysznicem! Zaraz potem, nawet nie mówiąc mamie „dobranoc”, rzuciłam się do łóżka, natychmiast zasypiając kamiennym snem. Obudziłam się przed południem, zadowolona, rześka, lekka, chociaż czułam jeszcze w mięśniach trudy poprzedniego dnia. Przewróciłam się na plecy z rękami za głową. Wyciągnęłam się na całą swoją długość niczym kot, wracając myślami do nocy w autokarze. Teraz nie mogłam sobie uwierzyć, nawet ogarnęło mnie lekkie zawstydzenie. Naprawdę byłam aż tak szalona? Nie do wiary, ja coś takiego zrobiłam? To naprawdę byłam ja? Przypomniałam sobie panie nauczycielki, jak się mizdrzyły. Na pewno, gdyby miały okazję, też by nie odmówiły, uśmiechnęłam się do siebie usprawiedliwiająco. Tak, czułam niewielkie zawstydzenie, ale nie żałowałam, tego, co zrobiłam. Coś przyszło mi do głowy. Pan Ryszard sam wychowuje Pawła. Moja mama też jest sama. Może gdyby się poznali… Natychmiast odrzuciłam tę myśl. Zdecydowanie nie chciałabym mieć takiego brata jak Paweł, przenigdy. Jego ojciec to co innego, całkowite przeciwieństwo. Umiał dojrzeć we mnie kobietę. Kolejny raz uśmiechnęłam się do swojej myśli. Pan Ryszard mnie posiadł, bo mógł. Dla ciebie, chłopczyku, ...