1. Nie ten dzień


    Data: 24.11.2020, Autor: blackjack

    Najgorętszy erotyk tego lata!
    
    Było już późno. Większość okien w kamienicy nie rozświetlał nawet nikły blask. Tylko w mieszkaniu na ostatnim piętrze paliły się przytłumione światła. W tle cicho szumiało radio, grając stare, romantyczne przeboje. Tuż obok wysokiej szafy kuliła się kobieta, swoim wątłym ciałem osłaniając pięcioletniego chłopca. Łkała bezgłośnie, chowając twarz w krótkich, kędzierzawych włosach malca. Drżącymi dłońmi zatykała mu uszy. Za wszelką cenę chciała oszczędzić widoku torturowanego ojca.
    
    – Daj no tu tę dziwkę – rozległ się znudzony głos.
    
    – Nie, proszę… – zakwiliła. Malec również się rozpłakał, ale to nie pomogło. Jeden z napastników przytrzymał dziecko, drugi brutalnie chwycił kobietę za włosy i zaciągnął ją do pomieszczenia obok. Na sam koniec zatrzasnął drzwi.
    
    – Nie drzyj się suko, bo wypatroszymy smarkacza!
    
    Zamknęła usta i stłumiła krzyk, wciągając go z powrotem do płuc. Była pewna, że stojący naprzeciwko mężczyzna spełni swoją groźbę. Wyczytała to w jego oczach, czarnych, szalonych, bezwzględnych. Jeden z jego kompanów wyciągnął broń, wbijając lufę tłumika w policzek rozdygotanej kobiety.
    
    – Dymitr, daj spokój. Pouczymy ją tylko – roześmiał się ten, który był chyba przywódcą w tym towarzystwie. – Stryjek nie lubi zbędnej przemocy.
    
    – Co ty nie powiesz? – odparł z przekąsem inny, szczupły, wysoki blondyn.
    
    – Mieliśmy to załatwić bez zbędnego szumu. Poza tym to przesłanie dla Bojczuka.
    
    – Jego powinniśmy zabić.
    
    – Nie, wobec ...
    ... tego starego capa mam inne plany. Dobra, niech się zastanowię…
    
    – Sasza, daj spokój. Po staremu, utniemy kilka palców, zaliczymy i zostawimy, ładnie prosząc o zachowanie szczegółów w tajemnicy.
    
    – Żora, zero finezji. W ogóle brak ci wyobraźni – cmoknął z przyganą Sasza.
    
    Kobieta milczała. W duchu błagała tylko o jedno – aby oszczędzili jej dziecko. Tępym wzrokiem wpatrywała się w martwego męża. Siedział na krześle; ramiona miał wygięte, nadgarstki skrępowane. Knebel w ustach. Głowę odchyloną do tyłu, a na szyi długą, podłużną ranę. Podcięli mu gardło. Ale najpierw torturowali. Całkiem bez powodu, dla własnej satysfakcji. Ten koszmar trwał ponad godzinę.
    
    – Dobra, wiem. Tego jeszcze nie robiłem – roześmiał się Sasza, po czym chwycił kobietę brutalnie za kark i zmusił, aby przyjęła pozycję na czworakach. Nosem prawie uderzyła o kolano martwego męża.
    
    – Teraz suko rozepnij mu spodnie i zrób dobrze. Zobaczymy czy po śmierci mu stanie.
    
    – Ale… – wyjąkała i od razu zarobiła silny cios w żebra.
    
    – Bo przyprowadzę bachora i to on zrobi tatusiowi dobrze. Chcesz tego? – Chwycił ją za włosy i silnym ruchem poderwał w górę jej głowę.
    
    – No dalej! – zniecierpliwił się. – Bo jestem głodny. Zresztą, może on ma rację – wskazał na siedzącego obok najwyraźniej znudzonego Żorę. – Zabijemy was i po kłopocie?
    
    – Nie, nie! – jęknęła. – Zrobię to.
    
    – I ładnie wypnij pupkę. Może ktoś z niej skorzysta – mrugnął rozbawiony, jakby opowiadał właśnie świetny dowcip. – No co chłopcy? ...
«1234...21»