1. Śnieżka


    Data: 11.02.2021, Autor: Sinner

    Jej obecność w tamtym miejscu była nierzeczywista. Młoda, bardzo szczupła, z wielkimi, niebieskimi oczami i burzą czarnych loków. Ubrana w klasyczną czarną sukienkę ładnie opinającą ciało, ale nie odkrywającą zbyt wiele. Siedziała w fotelu i paliła papierosa jakby zupełnie w oderwaniu od zimnej piwnicy, kilograma koksu na stoliku i siedmiu dilerów rozliczających tygodniowe zyski. Wydawała się pochodzić z innej bajki. Adam nie mógł uwierzyć, że to właśnie ona za wszystko odpowiada… a może po prostu nie chciał uznać prawdy? Ta dziewczyna była taka krucha i delikatna, że nie mógł pozwolić, by więzienie ją zniszczyło. Dzień przed nalotem umieścił ją na kwaterze, pocałował w policzek i obiecał, że wszystkim się zajmie. Następnego popołudnia, już w mundurze, razem z oddziałem z wydziału antynarkotykowego aresztowali siedmiu dilerów kokainy, którzy przez ostatnie dwa lata rządzili wrocławskim rynkiem narkotykowym. Zakuwał w kajdanki ludzi, z którymi jeszcze tydzień temu pił piwo i którzy nawet przez moment nie podejrzewali, że mają policyjnego szpicla w drużynie.
    
    Teraz patrzył zza weneckiego lustra, jak dwóch funkcjonariuszy przesłuchuje aresztowanych. Na stole leżały dwa zdjęcia czarnowłosej kobiety.
    
    – Karolina Szymanowska – odezwał się policjant i podniósł jedną z fotografii. – Wasza szefowa. Gdzie ona jest?
    
    – A ja pytam, gdzie mój adwokat?
    
    Mężczyzna odchylił się na krześle.
    
    – Adwokat ci niewiele pomoże. A wydanie Szymanowskiej… tu już coś możemy ...
    ... zdziałać.
    
    Podejrzany uśmiechnął się tylko i pokręcił przecząco głową. Adam był pewien, że żaden z ekipy nie piśnie nawet słowa o Karolinie. Otaczali ją niemal boską czcią, chronili i kochali. Zebrała tych zagubionych w życiu chłopców i stworzyła rodzinę, której im brakowało.
    
    – Dobrze się spisałeś – powiedział komendant i poklepał Adama po ramieniu. – A tę sukę jeszcze dorwiemy.
    
    Po godzinie przesłuchanie przerwano.
    
    ***
    
    Karolina siedziała w kącie, z dala od okien. Mieszkanie było jeszcze niegotowe. Poza materacem w pokoju znajdowała się tu mała, turystyczna lodówka, a drzwi po prawej prowadziły do naprędce wykończonej łazienki. Zawsze miała jasną skórę, ale teraz, gdy mijały kolejne miesiące bez słońca, cera stała się biała jak proszek, który niegdyś sprzedawała. Często zastanawiała się, gdzie popełniła błąd – wydawało jej się, że może ufać Adamowi. Był taki podobny do reszty: zagubiony, niepewny, pragnącym bliskości i przynależności do grupy. Lubiła go, naprawdę. A teraz poza policją na głowie siedziała jej konkurencja, która już usłyszała o aresztowaniach i teraz próbowali przejąć teren. Karolina czuła, że traci budowane przez ostatnie lata poczucie bezpieczeństwa, a wrogowie, których przez ten czas narobiło się całkiem sporo, mogą niebawem zapukać do drzwi. Dlatego ukrywała się jak szczur, siedziała w tej norze bez kontaktu ze światem. Zresztą Adam powtarzał, że to dla niej najlepsze, że musi wytrzymać jeszcze chwilę. Każda policyjna syrena sprawiała, że całe jej ciało spinało ...
«123»