-
Miłość w czasach zarazy część III (ostatnia)
Data: 28.02.2021, Autor: Isztar
Drzwi zatrzasnęły się za Tobą głucho,a odgłos oddalających się kroków jeszcze długo odbijał się echem po moim osieroconym wnętrzu. Przylgnęłam do drzwi spoconym czołem z sercem,w którym powoli przygasała tętniąca nadzieja.Do ostatniej chwili naprawdę naiwnie sądziłam,że po kilku krokach stwierdzisz,że popełniasz błąd i wrócisz do mnie szybciej,niż zdążyłeś odejść. Wyobrażałam sobie,jak bierzesz mnie w ramiona ,a wszelkie pytania uciszasz czułym pocałunkiem. Marzyłam,żebyś zabrał mnie do sypialni i spajając się ze mną udowodnił,że to ja jestem kobietą Twojego życia. Tamtego dnia stanęłam przed Tobą naga,z rozwianymi włosami tuląc do siebie gorące,ociekające krwią serce. To jedyne ,co mogłam Ci zaoferować. Powiedz mi,czy to niewystarczająco zważywszy na fakt,że biło tylko dla Ciebie? Pospiesznie wróciłam do pokoju. Ona siedziała dokładnie w tym samym miejscu,w którym ją zostawiłeś. Wyprostowana,sztywna. Oszołomiona i chyba nie do końca zdająca sobie sprawę z tego,co przed chwilą się wydarzyło. Wyglądała naprawdę żałośnie z zaróżowionymi policzkami,szeroko rozwartymi ustami i nieprzytomnym,zaszklonym wzrokiem utkwionym w jednym punkcie ,gdzieś na wysokości korytarza. Wciąż oddychała Twoim zapachem,czując pod opuszkami fakturę Twoich palców. Podeszłam do niej zdecydowanym krokiem i zacisnęłam palce na jej chudej szyi. Nawet nie walczyła. Właściwie nie podjęła próby. Była słaba,lekka i bezbronna,w końcu ostatnimi czasy systematycznie poiłeś ją trucizną,która skutecznie ...
... zmniejszyła jej siły. Bezceremonialnie wepchnęłam ją do walizki,przykrywając naręczem ubrań. Nie byłam w stanie spojrzeć jej w oczy-zarówno w tamtym momencie,jak i kilka dni po powrocie. Zdecydowałam się podnieść wieko dopiero trzeciego dnia. Pochyliłam się nad bagażem z nieukrywaną dozą wstrętu i żalu. Może dlatego starałam się tak odkładać ten moment ? Leżała prawie na samym dnie ,zwinięta w pozycji embrionalnej,obejmująca się wychudłymi ramionami. Spocone włosy przykleiły się do twarzy tworząc upiorne zestawienie wraz z przymkniętymi oczami podkreślonymi sinymi obręczami. Nie poruszyła się,kiedy promienie słońca wdarły się pod powieki więc pochyliłam się nad nią nasłuchując oddechu. Byłam przekonana,że nie żyje,co w tamtej chwili nawet mnie ucieszyło i zakiełkowało w mojej duszy jako pewien rodzaj ulgi. Czy to czyni mnie złym człowiekiem? Dotknęłam palcem zagłębienia w szyi i wyczułam słaby puls. Chcąc nie chcąc,wyciągnęłam do niej ręce i otoczyłam ramieniem jak ukochane niemowlę. Nawet nie drgnęła. Nie masz pojęcia najdroższy,jak bardzo pragnęłam ukoić jej ból. Przytulić. Ucałować. Ukołysać do snu i pozwolić zasnąć w ciepłym łóżku z nadzieją na lepsze jutro. Tymczasem urządziłam jej prowizoryczne posłanie w kącie pokoju i zepchnęłam ją tam,posiadając w sercu mieszaninę współczucia i obrzydzenia. Przez kolejne dni starałam się unikać jej wzroku. Omijałam kąt za wszelką cenę,mając nadzieję,że sama dokona żywota. W końcu była taka słaba. Nie słyszałam,żeby płakała. Leżała ...