-
Na trzy
Data: 26.01.2022, Autor: asiaA
W ciągu kilku miesięcy drzewa porastające ruiny starej fabryki zdążyły zmienić się zaledwie trzy razy. Od pięknych, zielonych, zamieszkiwanych przez roje pszczół, po obumarłe, słabe, z ledwo wytrzymującymi ciężar śniegu gałęziami. Identycznie jak my. Tamto lato było piękne. Tak duszne, gorące i lepkie jak nigdy później. Wieczorem, na kilka dni przed moimi siedemnastymi urodzinami, zapytałeś po prostu: - Czy mogę cię pocałować? Gapiłam się na deskę rozdzielczą, jakby gdzieś między zegarami i różnymi przyciskami było ukrytych co najmniej kilka błyskotliwych odpowiedzi. Nie mogąc się na żadną zdecydować, milczałam. Do dziś pamiętam z najdrobniejszymi szczegółami tę szorstką dłoń, która ujęła mój podbródek i delikatnie skierowała zaskoczone usta do swoich. Smakowały jak mocna gorzka kawa i tak samo jak ona pobudzały. Dotyk męskich warg, ta pozornie delikatna pieszczota, przyjemność pomieszana z poczuciem, że to coś zakazanego, sprawiały, że dudniło serce. Puls rozsadzał głowę, uszy i nadgarstki. Nigdy więcej tak niezdarnie nie rozpinałam żadnych guzików, żadna skóra i żaden zapach nigdy już nie były tak inne, wciągające i wyjątkowe. Przysięgam, że choć nie powiedziałam ani słowa, milion razy prosiłam cię w myślach, żebyś rozbierał, dotykał i kochał mnie bardziej, mocniej, więcej. Że chociaż nie mam pojęcia, co się dzieje, skąd ta euforia na wargach, języku i w dłoniach. Skąd ten słodki bezwstyd, lekkość rozrzuconych ud, napięcie w brzuchu, pulsowanie, które ...
... jednocześnie drażni i zachęca, i prowokuje, by krzyczeć i prosić, to chcę jej więcej, jeszcze, na dłużej. Na zawsze. W żaden z pozostałych dni ani w żadną letnią noc o nic już nie zapytałeś. Bo i po co? Wtedy i mnie wydawało się, że nie ma nic ponad te ukradzione godziny. Że za tymi zaparowanymi szybami dzieje się jedyny świat, o jakim warto wiedzieć. Że napiszemy razem opowieść i umieścimy w niej wiele momentów, w których nic się nie dzieje, które ciągną się mozolnie, opowiadając o zwykłej codzienność, praniu, gotowaniu, sprzątaniu i awanturach o brudne buty w przedpokoju. Wymyślimy historie smutne, istne dramaty, które wytłuką nam zastawę i momenty, od których policzki zrobią się krwisto czerwone. Dzisiaj sama się z siebie śmieję, ale wtedy miałam tylko siedemnaście lat. Masz pojęcie, jak to jest trzymać największe marzenie w garści? Czułeś kiedyś, jak adrenalina łaskocze w miejsca, o których istnieniu do tej pory nawet nie miałeś pojęcia? Jak ta miłość, to bezwarunkowe szczęście wypełnia mózg po wręby i nie ma, nie ma ani krzty miejsca na dobre rady, pouczanie i rozsądek. A później z drzew spadły liście. Mówiłam dużo więcej, ale mniej więcej ciągle to samo: Chodź. Wejdź i rozgość się, zanim wyjdzie słońce i zacznę żałować, że otworzyłam. Nie martw się zadeptaną podłogą, jest jesień. Trudno o dobrą pogodę. Nie, matki nie ma. Ojca też. Tak, wiem. Wczoraj nie mogłeś. Przedwczoraj też. Syn miał grypę, żona gorsze dni, a w robocie dostali jakiegoś pierdolca. Jasne, ...