1. Megan


    Data: 16.09.2022, Kategorie: nieznajomy, natura, wakacje, Autor: Candince

    Zegarek rozdzwonił się na całego. Megan przeciągnęła się leniwie w łóżku, przetarła oczy i sięgnęła za głowę po telefon. Była godzina 7, pierwszy dzień wakacji. Nie miała zasięgu więc nawet nie sprawdzała czy ktoś do niej napisał.
    
    Dziewczyna rozejrzała się po pokoju, był niewielki, ale ładnie urządzony. W pomieszczeniu dominowało ogromne łóżko z ciemnego drewna z baldachimem. Duże, białe okno wychodziło na wschodnią część lasu.
    
    Była u swojej ciotki na wsi. Przez kolejne dwa miesiące miała mieszkać w wielki domu, położonym w samym środku lasu. Gdy panuje idealna cisza słychać szumiący potok znajdujący się kilka metrów od domu. Dziewczyna wstała z łóżka, jej gorące stopy dotknęły zimnego drewna, poczuła lekkie dreszcze. Zdjęła przez głowę białą koszulkę i stanęła przed lustrem. Megan miała długie, kręcone, ciemno brązowe włosy, które mieniły się odcieniami miedzy, gdy padały na nie promienie słoneczne. Jej zielone oczy obramowane były długimi, ciemnymi rzęsami, które dawały urocze cienie na policzkach. Dziewczyna rzadko się uśmiechała, dlatego często wyglądała na zarozumiałą i naburmuszoną. Ciało odbijające się w lustrze było wręcz idealne. Smukłe, krągłe, bardziej kobiece niż dziewczęce. Skóra w kolorze mleka usiania była licznymi niebieskimi żyłkami, gdzieniegdzie widoczne były małe pieprzyki. Dłoń dziewczyny spoczęła na lewej piersi, złapała sutek między kciuk, a palce wskazujący i lekko potarła. Tak samo zrobiła z prawą piersią, aż poczuła mrowienie między udami. ...
    ... Uwielbiała dotykać się, fascynowało ją ludzkie ciało... a najbardziej w sensie fizycznym. Szczupła dłoń zjechała na płaski, ale lekko umięśniony brzuch, następne pieszcząc pępek zeszła jeszcze niżej aż dotknęła wzgórka łonowego, nie miała ani jednego włoska na ciele, więc każdy kawałek jej skóry był nadwrażliwy na dotyk. Gdy miała wsunąć palec wskazujący do środka, usłyszała wołanie z dołu na śniadanie i niechętnie odwróciła się tyłem do lustra. Zgarnęła ubrania z komody i ruszyła do łazienki... Po lekkim śniadaniu Megan postanowiła wybrać się na spacer, by odszukać wielką polanę, na której bawiła się, jako dziecko. Wyszła z domu, powietrze było gorące i niezwykle wilgotne. Z każdym wdechem czuła jak moje płuca walczą o odrobinę powietrza. Na niebie nie było ani jednej chmury, więc nawet nie było możliwości na deszcz czy ochłodzenie. Cień dawały tylko liczne drzewa, a komary latały jak oszalałe polując na świeżą ofiarę. Bez zbędnego pośpiechu ruszyła w stronę leśnej drogi, która kiedyś prowadziła na wielką polanę pełną przeróżnych kwiatów, które nadawały miejscu magiczną atmosferę. Czuła jak skóra przechodzi mi zapachem drzew, leśny aromat żywicy otaczał mnie z każdej strony. Po dłuższym marszu, stanęłam na samym środku polany i usiadłam na trawie, przy okazji miażdżąc kilka kwiatków. Słońce świeciło już swoją pełną mocą. Położyła się na plecach, ugięła nogi w kolanach, zamknęłam oczy. Włosy rozsypały się wokół głowy, promienie leniwie lizały jej blade ciało. Była niezwykle ...
«123»