-
Ballada o trzech nieznajomych, czyli rzecz…
Data: 01.10.2022, Kategorie: horror, śmierć, mało seksu, akcja, erotyka, Autor: Agnessa Novvak
... matki swojej, zasad jakich starali się mnie nauczyć ani tym bardziej uniwersalnych prawd płynących z wpajanej mi latami wiary. Łgałem jak pies, niemal zawsze dla prywaty, a nie . Pożądałem żony bliźniego i to po wielokroć. Rzeczy, które jego były, tym bardziej. A co najgorsze… bez wyjątku, powiedziałem! Ciążyły mi na sumieniu ludzkie istnienia. Niektóre wypalone, do cna zużyte, którym jedynie przyspieszyłem i tak nieunikniony, marny koniec. Ale i pełne sił, ufności i nadziei, z perspektywami na świetlaną, szczęśliwą przyszłość. Oplatały mnie nici cudzych losów, które gwałtownie przeciąłem nożem, rozszarpałem ołowiem, porozrywałem na strzępy gołymi rękoma. Tych byłem jeszcze w stanie się doliczyć, lecz co ze wszystkimi ludźmi, którym tylko i aż nasypałem piachu w tryby życia? Jak wielu z nich zostało pokonanych przez narkotyki, hazard czy prostytucję, którymi jakże skutecznie ich skusiłem, w efekcie niszcząc nie tylko siebie, ale i swe rodziny? Byłem kreatorem wdów, twórcą sierot, architektem nędzarzy… Otarłem oczy mokre od gorzkich łkań odkupienia, o którym wiedziałem, że nigdy nie nadejdzie, i spojrzałem na leżącą na łóżku Aurorę. Tym razem ze strachem. A co, jeśli się ocknie? Może jednak lepiej ją… albo najpierw naprawdę skorzystam z tyle, co zarzuconej okazji na zaznajomienie się z jej tyłeczkiem, a dopiero potem… Nie! Tej granicy nie byłem w stanie przekroczyć. Bardzo możliwe, że ledwie kwadrans wcześniej Aurora chciała w ataku furii mnie skrzywdzić, być może ...
... nawet zabić, ale nie mogłem odpłacić jej tym samym. Dlaczego? A czy wszystko i zawsze musiało dać się logicznie wytłumaczyć? Zebrałem się w sobie na tyle, ile pozwalały warunki, wciągnąłem ubranie i odbezpieczonym pistoletem w dłoni wyszedłem na korytarz, przekręcając za sobą klucz w zamku drzwi. Poruszałem się cichutko, analizując rozkład pomieszczeń i sprawdzając uważnie, czy aby kolejny mijany cień nie przejawiał skłonności skrytobójczych. Dwór niby nie był specjalnie rozległy, ale wciąż nie znalazłem nawet śladu po Pitbulu i rodzeństwie Aurory. A może naprawdę wystarczyłoby, żebym tylko ja dotarł do samochodu? Niedawne złośliwe rozważania na środku zagubionej drogi były tylko złośliwymi rozważaniami i nie miały większego znaczenia, ale teraz całkiem serio walczyłem o życie. Tym bardziej że zacząłem przyglądać się obrazom na ścianach, na które wcześniej nie zwróciłem specjalnej uwagi. Ich tematyka była generalnie zbliżona. Na jednym elegancko ubrana kobieta poniżała pejczem klęczącego ulegle, skrępowanego mężczyznę w średnim wieku. Drugi przedstawiał dla odmiany młodziutką, rudowłosą dziewczynkę, przykutą nago do wielkiego krzyża, którą dojrzała władczyni smagała długim, najwyraźniej wyjątkowo ostro zakończonym, zostawiającym krwawe pręgi na niemal białej skórze biczem. Na trzecim kolejny mężczyzna, tym razem u szczytu formy, wisiał bezwolnie głową w dół, przywiązany za nogi do haka zamocowanego w suficie. A, jakże by inaczej, kobieta w długiej sukni klęczała przy ...