-
Ballada o trzech nieznajomych, czyli rzecz…
Data: 01.10.2022, Kategorie: horror, śmierć, mało seksu, akcja, erotyka, Autor: Agnessa Novvak
... momencie, w którym Aida wreszcie spostrzegła mnie kątem emanującego ciemnofioletowym blaskiem oka, zatrzymałem się błyskawicznie w wytrenowanej do perfekcji pozycji. Ariadna odwrócić jarzącego się jaskrawym różem wzroku już nie zdążyła. Cztery wystrzały później dwie kobiety z przedziurawionymi klatkami piersiowymi spoczywały martwe na podłodze. Dla pewności zbliżyłem się do każdej z nich i pociągnąłem za spust jeszcze po razie, tym razem celując w głowy. Schowałem pistolet i podszedłem do Pitbula, starając się rozeznać w jego faktycznym stanie. Jeszcze dychał. Ledwo, bo ledwo, ale jednak. Z zauważonego wcześniej, iście perwersyjnego w swym przeznaczeniu kąciku czystości, zabrałem wilgotne ręczniki i zacząłem przecierać nimi ciało kompana. Dość szybko okazało się, że obmyta z zakrzepłej już częściowo, krwistej brei skóra, była może pocięta, poprzypalana i chyba nawet tu i ówdzie pogryziona, ale rany w większości przypadków okazały się raczej niegroźnie. I że zawartość apteczki z auta powinna wystarczyć do opanowania sytuacji. Może poza jednym, bardzo konkretnym miejscem, w którym to znajdujący się pewien niezwykle istotny element męskiej anatomii wymagał pilnej interwencji zespołu transplantologicznego. Nie mogąc już nic więcej zrobić, odwiązałem kostki towarzysza i zabrałem się na nadgarstki, przy okazji zastanawiając, jak wytargam go, niemal zupełnie bezwładnego, na górę. Gdy nagle i niespodziewanie ten ocknął się na tyle, by otworzyć oczy. Lśniące bezduszną ...
... czerwienią. Przez moment łudziłem się jeszcze, że kolor był jedynie wynikiem podrażnienia, ale uderzenie tyle, co uwolnioną pięścią w szczękę odrzuciło mnie aż na stojący pod ścianą regał, zastawiony gęsto wypełnionymi mętnożółtą cieczą słojami. Pływającej w nich zawartości, wyglądającej niczym upiorny zestaw części zamiennych do homunkulusa, wolałem się nawet nie przyglądać. Tym razem nie miałem ani chwili na zbędne deliberacje i widząc szarżującego na mnie szaleńczo Pitbula, mogłem zrobić tylko jedno. Strzelać do momentu, w którym pazur wyciągu wydarł z komory ostatnią, pustą łuskę, zatrzymując tym samym zamek w tylnym położeniu. Wstałem, wsunąłem bezużyteczną już broń za pas i hamując wzbierające pośród słów uważanych powszechnie za urągające kulturze osobistej wymioty, poszedłem w stronę wyjścia. Teraz tylko musiałem czym prędzej dotrzeć do samochodu, wcisnąć gaz do dechy i… wtem zatrzymał mnie ostry chrobot, jakby ktoś skrobał żelazem po kamieniu. Obróciłem się. Miałem rację. Niestety. Aida, z nie dającą się nijak ukryć przestrzeliną na środku czoła, podążała w moją stronę chwiejnym, ale nieubłaganym krokiem. Ciągnąc po posadzce metalowy pręt z obręczami na końcu, którego oryginalnego przeznaczenia nie miałem najmniejszego zamiaru poznawać. Ów abstrakcyjnie przerażający, absolutnie niemożliwy przecież widok zszokował mnie do tego stopnia, że ocknąłem się dopiero gdy z podłogi podniosła się także Ariadna. Z dziurą ziejącą w miejscu oka, dzierżąca w dłoniach bat… ...