1. Przeciążenia, cz. 3


    Data: 26.01.2023, Autor: JakKamyk

    ... naprawdę, czy wygenerował to mój zaburzony mózg, by karmić chorobę. Dawno temu obiecałam też sobie, że nie będę nikogo wciągała w ten cyrk. Zrozumiałam, że, jeśli on tu zostanie to będzie błąd. Skoro ja nie jestem siebie pewna, on tym bardziej nie może być pewien mnie.
    
    Usiadłam na łóżku, a głowę schowałam w dłonie.
    
    - Myślę, że powinieneś już pójść – powiedziałam zrezygnowana – Idź już – podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
    
    - Co on ci zrobił? – zapytał nie ruszając się z miejsca.
    
    - To nie on, to ja sobie robię. Cały czas – westchnęłam zapatrzona w jeden punkt.
    
    - Rosa… - zaczął delikatnie, prawie szeptem.
    
    - Wypierdalaj stąd! – krzyknęłam gwałtownie podnosząc się z łóżka. Popchnęłam go mocno ku drzwiom – Wynoś się! – syczałam – Wnoś! – czułam napływające do oczu łzy.
    
    - Posłuchaj no! – powiedział głośno. Początkowy szok zastąpił upór. Przytrzymał się obydwu stron framugi.
    
    - Świat nie kręci się wokół ciebie. To, co czuję, kiedy patrzę na ciebie, jest moje. W dupie mam twoją chorobę – był naprawdę wzburzony – Jestem na tyle dorosły i niegłupi, by umieć oddzielić ziarno od plew, więc nie musisz tego robić za mnie, bo to przed chwilą właśnie zrobiłaś, prawda? – Grasz taką silną i nie do zranienia, w chuj trzymającą nad wszystkim kontrolę, a najbardziej nad sobą. Aż się rzygać chce na ten twój dystans – znacznie ściszył głos – Przestań. Wiem, z czym się mierzysz, widzę cię, całą. Nie obawiaj się, że mnie oszukasz – powiedział to jeszcze ciszej – Widzę ...
    ... cię.
    
    Stałam porażona jego słowami. Moje ciało było ciężkie, zdrętwiałe.
    
    - Nie chcę, żeby mój umysł i czucie były moimi wrogami… – wyrwało mi się – Nie wiem już, jaka jestem. Kiedy to choroba, a kiedy ja... – mówiłam to bardziej do siebie niż do niego, trochę nieobecna, poza czasem i miejscem.
    
    - Wiem – odparł.
    
    A potem zrobił coś tak naturalnego i niezwykłego zarazem – podszedł i mnie przytulił.
    
    - Uch, jesteś zimny, mokry – odsunęłam się, bo poczułam dreszcze.
    
    - To zróbmy coś z tym w końcu – odparł zniecierpliwiony i kiedy już otwierałam usta, by mu odpowiedzieć, pocałował mnie.
    
    ***
    
    Miał ciepłe i wilgotne usta. Górował nade mną. Naparł tak, że musiałam lekko wygiąć się w łuk, by dotrzymać kroku jego wargom. Był pobudzony. Wplotłam palce w jego włosy, a on pokierował nas w stronę łóżka. Pchnął mnie na nie, a sam zaczął się rozbierać. Podparłam się na łokciach, żeby lepiej widzieć, co robi. Zdejmował z siebie ciężkie ciuchy nie spuszczając ze mnie wzroku. Po jego onieśmieleniu nie było już śladu. Widziałam w jego oczach, że zdaje sobie sprawę ze swojej atrakcyjności. Widziałam też, że sprawia mu nieskrywaną przyjemność to, w jaki sposób mu się przyglądam. Po chwili stał nade mną wyprostowany, nagi.
    
    - Co teraz Krzyś? – zapytałam głupio.
    
    - A teraz… – zaczął przypierać mnie do materaca swoim ciałem – zdejmiemy te brzydkie spodnie i sweter – czułam uśmiech na jego ustach, kiedy szeptał mi to do ucha.
    
    Pomógł mi z ubraniem. Cały czas trzymał mnie na krótką ...