-
Przeciążenia, cz. 3
Data: 26.01.2023, Autor: JakKamyk
... odległość, nie było momentu, w którym jakaś część naszych ciał nie stykała się ze sobą. - Cudownie pachniesz – powiedział, kiedy językiem schodził ku moim piersiom – I smakujesz – dodał biorąc w usta jeden z moich sutków. Moja reakcja była natychmiastowa – znowu wygięłam plecy w łuk, a brodawki stały się duże, nabrzmiałe. Leżałam pod nim i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jestem tam, gdzie powinnam być. Ocierałam się o niego, czułam fakturę skóry, jej zapach, ciepło. Kiedy wrócił do moich ust, mimowolnie rozchyliłam uda. Nie, nie zapraszałam go, oddawałam mu siebie. Czułam się w tym momencie odsłonięta i bezbronna. Ciężar jego ciała stał się bardziej odczuwalny, oddechy coraz częściej urywane. Dotykał mojej skóry zostawiając na niej czerwone ślady. Nie bolało, uzmysławiało raczej dogłębnie jej istnienie, nacisk. - Mój kryształ – szeptał – Zaraz się rozpadniesz, prawda? – pytał patrząc mi w oczy – Lubię cię taką uległą. Mogę zrobić z tobą, co zechcę. Poczułam jak zatapia się we mnie. Mocno, do końca. Kiedy pchnął, nieświadomie podniosłam do góry biodra. - Aaa… - wyrwało mi się, nie byłam przygotowana na jego wielkość. Wypełniał mnie całą. - Wąska, mokra i wąska – nie poruszał się, trwał we mnie przez chwilę. - Proszę… - jęknęłam. - O co prosisz? – patrzył mi głęboko w oczy. - Proszę, zacznij… – nie mogłam zebrać myśli. - To – pchnięcie – Mam – kolejne pchnięcie – Zacząć? – i kolejne. Pokiwałam tylko głową. Zamknęłam oczy, żeby czuć ...
... intensywniej. Robił to naprawdę dobrze. Każdy powrót akcentował, dopychał do końca, by zaraz potem wyjść ze mnie praktycznie w całości. Nie spieszył się, to było bardzo sensualne. Czułam, że jest mu dobrze. Tym razem nie miałam w głowie mętliku, doznania były na granicy przyjemności i bólu i tylko na nich byłam w stanie się skupić. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. On też, nie musiałam pytać, sam mi to mówił. - Chcę więcej, rozumiesz? – powtarzał jak w letargu – Kiedy z tobą skończę, zaczniemy znowu. Będę ci to robił całymi godzinami i patrzył jak doprowadzam cię do stanu, kiedy nie zniesiesz więcej. Poruszał się coraz szybciej. Nasze dłonie splótł tuż nad moją głową. - Chcę dojść… muszę – nie pytał mnie o zgodę, nie tracił czasu w tym maratonie. Kiedy był już u szczytu, ryknął jak dzikie zwierzę. Zalewał mnie spermą, ale nie przestawał się poruszać, jakby chciał z nią dotrzeć do najdalszego zakamarka we mnie. To było bardzo gwałtowne, nie sądziłam, że może docisnąć głębiej, ale robił to. Poczułam, że sama się rozpadam. Nie zamykając oczu, roztrzaskiwałam się. Obserwowałam to jak się o mnie ociera, wydaje nieartykułowane dźwięki i poczułam mocny skurcz. Moje ciało napięło się jak struna, żeby odpuścić po dłuższej chwili. Patrzył na mnie, tulił mnie. Byłam mu wdzięczna za to, że w tym momencie mnie trzyma i mogę cieszyć się przepaścią, dreszczami, spadaniem, ciepłem i bezpieczeństwem. Po wszystkim, kiedy był jeszcze we mnie, a nasze oddechy powoli normowały się, ...