1. Późna świadomość


    Data: 22.06.2023, Kategorie: nieznajomy, park, klub, Autor: The Moon

    Elektroniczna muzyka dudni, bardziej czuję jej basowe wibracje niż słyszę dźwięki. Przenika ciało równie skutecznie jak wypite porcje rozbełtanego wodą reddsa, jak błyskające światła przenikające umysł, pozwalające tylko na poddanie się rytuałowi oczyszczenia przez dominację rytmu. Nic nie mówię, siedzę na stopniu zrelaksowany, towarzystwo kręci się w pobliżu i czasem coś do mnie krzyczy przegrywając z wibracjami basów. Czuję spokój. Ona jest wysoka, miękko rozparta między stołkiem, a wysokim blatem baru. Ma szerokie biodra, wąską talię upiętą w taniej czarnej krótkiej sukience, którą usilnie młodzieżowy krój, podkreślający drobne niedoskonałości figury, wyklucza z grona małych czarnych; ładną twarz z niezrozumiałym, silnym zaburzeniem na pozór doskonałych proporcji, nadającym jej lekko kurewskiego wyrazu, lub też dzięki prostym włosom - wrażenia pewności siebie i siły charakteru. Od piętnastu minut muskam wzrokiem jej nieco przesadnie umięśnione nagie uda, gapię się na tyle bezczelnie, by mogła zauważyć znacznie mojego wzroku i na tyle taktownie, by nie okazać wyjątkowości pożądania, które we mnie narasta, świadomości tego, że wiem, że już nie poluję, już od kilku minut jest moja. Udawaną obojętnością, krótkimi spojrzeniami pełnymi radości i przyzwolenia odwzajemnia to co już wiem, równie taktownie jak ja, nie dając pewności, że to nie przypadek, że być może jednak ten kontakt jest moją iluzją. Zbyt wyrafinowana, zbyt trudna do zrozumienia dla statystycznego klienta tego ...
    ... klubu, darzona podchmielonymi spojrzeniami, pełnymi zainteresowania i podziwu podszytego strachem, od dłuższego czasu porzucona przez męskie towarzystwo, jest moim łatwym łupem.
    
    Bez cienia emocji na twarzy obserwuję jak nagle wstaje i znika w kłębach mgły parkietu. Adrenalina, niepewność, może już wychodzi do domu? Zrywam się, gwałtownie, zatrzymuję przy barze, gdzie stygnie jeszcze stołek ogrzany jej tyłkiem. Wpatruję się w błyskający światłami zamglony mrok parkietu. Jest, tańczy sama w głębi sali, twarzą do mnie. Gdy bezceremonialnie zbliżam się do niej, prawie nieruchomy pośród podrygującego tłumu, nie widzę jej oczu w tym ekscytującym momencie niepewności. Dopiero stając z nią twarzą w twarz, dostrzegam wpatrzone w siebie błyszczące oczy, bez cienia wcześniejszej pruderii, twardo stawiające warunek: "nie okaż się teraz kretynem".
    
    - Chodź ze mną – przepełnia mnie spokój, kiedy to mówię, chłonąc jej wzrok i wiedząc, że nic nie słyszy. Chwyta moją nisko wyciągniętą w mroku dłoń i bez cienia sprzeciwu, blisko przy moim ramieniu pozwala zaprowadzić się do miejsca, gdzie wypełnione gośćmi wytłumione akustycznie loże dają możliwość swobodnej rozmowy. Jeszcze przez krótką chwilę patrzymy na siebie, gdy cieniem rzuca się na mnie zwątpienie: oto ja dowiem się teraz, że mam do czynienia z kretynką.
    
    Zatrzymujemy się.
    
    - Kim jesteś? – wykrzykuje, a ciekawość i niedowierzanie malują się na jej twarzy, gdy energicznie muska dłonią mój policzek, by odwrócić mi głowę i móc z ...
«123»