1. High hopes (I)


    Data: 09.07.2023, Kategorie: intymność, Autor: Black

    Poranek zastał ich w schnącej pościeli, rozrzuconej w nieładzie po zbyt ciasnym łóżku. Każde wydawało im się zbyt ciasne, dlatego ślady ich ciał były namacalne i widoczne w całym pokoju jak elementy pospiesznie zdartej z siebie garderoby. Odciski pośladków na szybie tarasu, oleiste odbicia stóp na kamiennej podłodze. Ślady brudnych dłoni i mokrych piersi na pomalowanych szałwiowym kolorem ścianach nieomylnie prowadziły do wniosku, że seks na stojąco był czymś wyjątkowo kuszącym. I że dali się skusić więcej niż raz.
    
    Nauczyli się już dawno – choć osobno - rozpoznawać kaca tuż po przebudzeniu. Dzisiejszy był łaskawy. Od dawna przychodzą głównie łaskawe. To niepokojący znak, ale dziś nie było czasu o tym myśleć. Wiedzieli przecież, że zaraz po przebudzeniu ich ciała wbrew woli, będą domagały się najsilniejszych bodźców. A w tej chwili te “bodźce” przekręcały się i uciekały wrażliwymi oczyma od pierwszych promieni słońca.
    
    - Nienawidzę słońca – pomyślał. 150 milionów kilometrów a ten jebany promyk i tak trafi pomiędzy żaluzjami prosto w moją twarz.
    
    - Uwielbiam słońce – pomyślała. Cała jednostka astronomiczna przebyta tylko po to, żeby opalić mój okrągły tyłek.
    
    A tyłek miała faktycznie okrągły. Jak dojrzały owoc w środku lata. Doskonale mieścił się nie tyle w dłoniach, co między palcami. Był plastyczny i pomyślał, że w zasadzie mogłaby być brzydka. I tak miałby ochotę na tę spektakularną dupkę.
    
    A nie była brzydka. Nie była też głupia i doskonale wiedziała, że wstał ...
    ... wcześniej od niej. Wiedziała, że jeśli zamiast zmęczenia pod dłonią wyczuje twardego fiuta, będzie miała go w garści. Może nie dosłownie. Wolałaby go mieć w ustach. Głęboko po samo gardło. Potrzebowała silnych bodźców. O poranku mocniej niż zwykle. Potem mogłaby go przełożyć do którejś ze szparek. W zasadzie do obu. Jednak na początek dnia musiała mu obciągnąć.
    
    – zaśmiała się w duchu. – I co pan na to, panie Kant?
    
    Wiedziała doskonale, że ze wszystkich uczt, które może zażyczyć sobie o poranku z jej ciała, on wybierze loda. Prostego, surowego i ordynarnego ciągnięcia fiuta. Liczyła na to. Jeśli tak się stanie cała reszta zostanie spowita milczeniem. Nie będzie trzeba tłumaczyć banałów i strzępić słów. Reszta będzie jasna. Jak słońce.
    
    - Nienawidzę słońca – pomyślał…
    
    ~~
    
    Zawsze uważała rozpryskującą się po otoczeniu spermę za rozrzutność. To jej dzieło, jej trofeum i ona postanowi co z nią dalej, według swojego kaprysu. Sama sobie zrobiła i rości zachłanne prawo do każdej kropli. Nie znosiła widoku panienek z najostrzejszego nawet porno, krzywiących się w fałszywym uśmiechu gdy facet dochodzi na jej usta. I to wypluwanie bokiem gdy przypadkiem odrobina spłynie do ust. Albo oburzenie i zdziwienie gdy eksplodujący strumień wleje się gorącą falą we włosy. Czego się kurwa spodziewałaś? Bukietu tulipanów? Obłoczka złotego konfetti? Szampana (tylko oby nie francuski bo gorzki)? A męski odruch przepraszania za sam fakt doznawanego właśnie orgazmu jest dowodem na to, że ...
«123»