-
Zdrada. Część trzecia.
Data: 16.08.2023, Autor: Rafaello
W wielu polskich domach poniedziałkowe poranki nalezą do najbardziej nielubianej części tygodnia. U nas jakoś nigdy tego nie doświadczyłam. Dzień jak każdy inny. Wstałam przed siódmą. Mój mąż był już po śniadaniu. Dałam mu oczywiście buziaka na powitanie, porozmawialiśmy chwilę. Zapytał mnie o plany na dzień. Uśmiechnęłam się ukradkiem. Opowiedziałam mu o tym, co zamierzam robić. Powiedziałam o wszystkim, poza wiadomą rzeczą. Obudziłam naszego synka i wyprawiłam go do szkoły. Około dziewiątej, gdy skończyłam oglądać poranne newsy z kawą, zamieniłam szlafrok na zwiewną sukienkę. Środek czerwca, początek upalnego lata nastrajał do tego, by założyć coś luźniejszego. Podjechałam pod centrum handlowe. Zrobiłam standardowe zakupy i włożyłam je do samochodu. Zawsze w ten sposób zacierałam ślady. Gdyby ktoś ze znajomych zobaczył mój samochód pod motelem, mógłby coś podejrzewać. Auto pod centrum handlowym nie powinno nikogo dziwić. Po kilku minutach byłam już na miejscu. Arek był jeszcze bardziej ostrożny i przyjeżdżał zawsze komunikacją miejską. Komenda, w której pracował, była oddalona o rzut beretem. Gdyby kogoś spotkał, mógłby ściemnić, że wyskoczył po coś na miasto, a jest w pracy. Moja przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie wyraziście, gdy przekroczyłam drzwi. Nic nie mówiąc, położyła klucz na ladzie. Wiedziała, że się zjawimy. Zdziwiłam się, bo myślałam, że mój kochanek będzie już na miejscu. Dziś to jednak ja byłam pierwsza. Zawsze braliśmy ten sam pokój. To ...
... wygodne dla właścicielki motelu, ale mało bezpieczne dla nas. Nie chcieliśmy jednak rządzić się w jej harmonogramie, zważywszy na to, że nie płaciliśmy za wynajem. Arek nalegał żeby jednak, ze względów bezpieczeństwa sprawdzić zawsze, czy nie ma w środku jakichś ukrytych kamer. Takie nagranie mogłoby posłużyć do szantażu albo być koronnym dowodem przy rozwodzie. To drugie nie wchodziło w grę, żaden detektyw nie zamontowałby kamery w pokoju hotelowym, takie coś jest tylko w filmach! Po sprawdzeniu newralgicznych miejsc, i zasłonięciu okien wyjęłam z torebki wino, które kupiłam wcześniej. Było słabe, ale smakowało i mnie i jemu. Wyjęłam kieliszki i wszystko przygotowałam. W końcu pojawił się mój stróż prawa. Dziś był po cywilnemu. Miał tak jak ja dzień wolny. Często przychodzi w mundurze. Podniecało mnie to ogromnie. Zabawy z przeszukaniem, rewizją osobistą, czy kajdankami były naszą, a właściwie moją ulubioną grą wstępną. Z mężem o czymś takim mogłam zapomnieć. Wypiliśmy po lampce wina. Na więcej nie mogłam sobie pozwolić, w końcu musiałam samochodem wrócić do domu. Usiadłam na stole. Stanął przy mnie, objął i zaczął całować. Z moim mężem przez rok nie całuję się tyle ile z nim w trakcie jednego spotkania. Nie wiem, czy on się wstydzi, czy nie lubi, ale głównie daje mi buziaki. W trakcie naszego małżeńskiego seksu całuje raczej moje piersi i nogi niż usta. Ja z kolei kocham się całować. Czuje, jak wyzwalają się endorfiny i rośnie mój poziom serotoniny. Arek jest ...