1. Przygotowania (I)


    Data: 05.09.2023, Kategorie: łazienka, kłótnia, Autor: Wizje realne

    Miałam mętlik w głowie. Trzasnęłam drzwiami po powrocie do domu (co wcale nie było dziecinne) i próbowałam się uspokoić, ale mi nie szło zbyt dobrze. M. spojrzał na mnie, jednak widząc moją wykrzywioną żałosnym grymasem minę, odpuścił. Posiadał niecodzienną zdolność olewania problemów, które bezpośrednio go nie dotyczą, albo znał mnie na tyle dobrze, by stwierdzić, że jak przyszło to i samo przejdzie. Jak to ze mną.
    
    W tej chwili panoszyłam się po domu, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Dom. To za duże określenie na niewielkie trzydzieści metrów kwadratowych, które wynajmowaliśmy. Lecz burzenie ścian, postawienie nowych, zrobienie wszystkiego od zera i roczne mieszkanie tu, pozwoliło mi myśleć o tym miejscu, jak o domu. Miejscu, w które uciekałam od problemów. Lub miejscu, gdzie właśnie te problemy miały swój początek.
    
    - Kurwa.
    
    - Nawet nie pytam.
    
    - I dobrze. - Odpowiedziałam z przekąsem, ale w końcu nie M. był winny. Jednak miałam tendencję przelewać złe uczucia na osoby znajdujące się w pobliżu mnie.
    
    Rugałam się w myślach.
    
    Poszłam do łazienki, gdzie postanowiłam się choć częściowo wyżyć. Posegregowałam brudne ciuchy kolorami i wrzuciłam do pralki, nastawiając na szybki program. Koc, który i tak by się nie zmieścił, dałam do brodzika, zatkałam odpływ korkiem i odkręciłam wodę. Dumna z siebie, poszłam zrobić sobie melisę. Po drodze połknęłam jeszcze wziętą z apteczki jakąś ziołową kapsułkę na uspokojenie zszarganych nerwów.
    
    Usiadłam na kanapie obok M.
    
    - ...
    ... Przytul.
    
    I kiedy objął mnie ramieniem poczułam, że do oczu napływają mi łzy i już nic nie umiałam na to poradzić. Wypłakałam się w silne, otaczające mnie ramię. Taaak... to było dobre uczucie. Wzięłam głęboki oddech, gotowa na kolejną tyradę. Musiałam się wygadać. Wypłakać i wygadać. Dokładnie w tej kolejności.
    
    - Nie wiem, czy kiedykolwiek dam radę zaspokoić ambicje moich rodziców. Kocham ich, ale chyba za dużo ze mną przeszli. Powiedziałam ojcu, że jak nie chce, to wcale nie musi prowadzić mnie do ołtarza. Pierdolę to. Mogłam się nie godzić na kościelny, byłoby prościej. Dla nas i dla wszystkich.
    
    - Uspokój się. - Lekko odepchnął mnie od siebie i udał się do łazienki.
    
    Poczułam, jak ból głowy stopniowo odchodzi, ustępując miejsca tępemu pulsowaniu. Znałam ten stan aż zbyt dobrze. Zaraz dopadną mnie wyrzuty sumienia, że nawrzeszczałam na rodziców. Że byłam taka impulsywna i...
    
    - Ja pierdolę. Magdalena! - Podniesiony głos świadczył o tym, że było źle. Bardzo źle.
    
    W mig przypomniałam sobie o praniu. Nie zakręciłam wody. W sekundę znalazłam się w przedpokoju, gdzie zrobił się już pokaźnej wielkości basen. Sięgał mi za kostki. M. zdążył zareagować szybciej i zamknął kran. Niestety, wszystko było już mokre. Przewód od pralki, która zaczęła wściekle wirować, także był zamoczony. Na szczęście gniazdko przedłużacza się nie zalało.
    
    - Już to sprzątam.
    
    - Nie masz innej opcji. - Władczy ton poinformował mnie, że nieźle się wkurzył.
    
    Ściągnęłam skarpetki i dżinsy, ...
«12»