1. Mieszkanko Pani Izy cz. 3


    Data: 23.09.2023, Autor: Martysia

    Tym razem to ja nie odpisałam od razu. Z kilku powodów. Po pierwsze: nie za bardzo wiedziałam co odpisać. Że mi przykro? No nie. Brzmiałoby głupio i prawdę powiedziawszy byłoby kłamstwem. Że w takim razie dobrze robi? Też nie. Po drugie: prawdę powiedziawszy nie za bardzo mu wierzyłam. Miałam wrażenie, że byłaby to już absolutna kulminacja absurdów jakie zastałam w tym mieszkaniu. Po trzecie: mój współlokator ze swoją osobliwą, wyluzowaną aparycją i narzeczona? No nie, nie chciało mi się wierzyć, że mógł się oświadczyć kobiecie w tym wieku. Dopiero jakiś czas później przekonałam się, że sytuacja ta faktycznie miała miejsce. Tyle tylko, że wszystko zostało sprowokowane przez Radka i jego dziewczynę i to nie ta sytuacja była przyczyną ich rozstania, ale o tym później…
    
    Sporo jeszcze tego wieczoru rozmyślałam, zarówno o swojej obecnej sytuacji jak i przeszłości, w tym oczywiście o swoich sercowych rozterkach. Na zmianę śmiałam się i użalałam, weseliłam i smuciłam… Moje nastroje rzecz jasna potęgowała whiskey obficie dostarczona organizmowi… Nie wiem kiedy padłam, dawno się tak nie upiłam, a już na pewno nigdy samotnie. Obudziły mnie jakieś trzaski. Z ledwością otwarłam oczy, strasznie bolała mnie głowa i chciało mi się pić. Zidentyfikowałam „trzaski” jako odgłosy pukania i dzwonienia do drzwi. Z trudem podniosłam się z łóżka.
    
    - kurwa mać- zaklęłam pod nosem, orientując się, że zasnęłam w ubraniu. Spojrzałam na zegarek: 11:20. Zaklęłam ponownie… Wyszłam z pokoju, kręciło ...
    ... mi się w głowie i było mi niedobrze, szczególnie po tym, jak rzuciłam okiem na butelkę opróżnioną niemal w całości… Musiałam wyglądać tragicznie kiedy otwarłam drzwi i stanęłam w progu. Zaklęłam po raz trzeci, tym razem w duchu. Przede mną stała właścicielka, pani Izabela, zaskoczona nie mniej niż ja.
    
    - Dzień dobry…- powiedziałam tonem który mówił „co ty tutaj robisz?”
    
    - Yyy… dzień dobry… umówiłam się z panem Radosławem… miałam mu… yyy… ostatnio nie do końca się rozliczyliśmy… miałam mu oddać pieniądze, który wyłożył… na naprawę
    
    Nie zamierzałam nawet pytać o jaką naprawę, gołym okiem było widać, że wymyśla to wszystko na poczekaniu. Spojrzałam na nią politowaniem. Dojrzała, elegancka, inteligentna mężatka, która przyszła się puszczać z młodym facetem i została zaskoczona.
    
    - Niech pani wejdzie- odsunęłam się od drzwi- nie wiem czy jest w domu, prawdę powiedziawszy dopiero wstałam. Przeszłyśmy do kuchni, o nic nie pytając wstawiłam wodę na kawę. Izabela zdjęła kurtkę, która powiesiła na oparciu krzesła, na którym następnie usiadła. Nerwowo wygrzebała z torebki telefon i zaczęła klikać. Domyśliłam się, że musi pisać do Radka, który pewnie powiedział jej, że będzie sam w domu… Co za dupek… Nastała mocno niezręczna cisza, którą dopiero po kilku chwilach udało nam się przerwać zagadnieniami z dziedziny pogody, pracy i sprzątania. Długo bym tego w swoim stanie kaca zabójcy nie zniosła, na szczęście usłyszałyśmy szczęk klucza w zamku…
    
    - Dzień dobry- krzyknął Radek z ...
«12»