1. Sedno


    Data: 24.10.2023, Autor: asiaA

    Bzdury pan plecie, panie komisarzu. To nie była żadna miłość od pierwszego wejrzenia. To znaczy to była miłość, tak mi się przynajmniej wydaje, chodzi bardziej o to wejrzenie, znaczy spojrzenie. Zresztą, jeden chuj.
    
    Do rzeczy.
    
    Ogólnie na początku totalnie w dupie miałem, jak ona wygląda. Analfabetka, chamka i wieśniara, taka siłą od bawoła oderwana.
    
    Co, pługa?
    
    A, mówi się od pługa.
    
    Ok.
    
    Niech będzie i tak.
    
    No więc ta wieśniara właśnie, napisała mi, że moje książki są ciekawe jak instrukcja obsługi piły motorowej - wiadomo z nich tylko tyle, że trzeba się rżnąć, a w tym konkretnym przypadku jedynie - cytuję: "chyndolić" i to tak miernie, że czytanie jest zbędne. Wystarczy obrazek. Jak w IKEA.
    
    Jak to się zaczęło? No właśnie panu opowiadam. Zaczęło się od tego, że ta siusiara, która ledwo pozbyła się pampersów i pucołowatych policzków, zabawiała się w recenzentkę moje powieści, bestsellerowej bądź co bądź.
    
    Kurwa, chłopie!
    
    Przepraszam, komisarzu.
    
    Więc, kurwa, komisarzu, musiałem przeżyć trzy czwarte życia, nabyć siwych skroni, zaczątków przerostu prostaty, żeby w końcu spotkać kogoś, kto wyleje mi na łeb wiadro szydery, a ja mu, to znaczy jej, jeszcze za to podziękuję, a wręcz będę niemal skamlał o więcej. O jeszcze. Byle tylko do mnie mówiła. Cokolwiek.
    
    Wie, pan, komisarzu, niech pan nie pomyśli, że od razu szło nam tak zgrabnie. Że ona mi pach, a ja jej cmok. Ale żadna historia nie jest na starcie napisana schludną czcionką na bielutkim ...
    ... papierze. Żadna! Wiem, co mówię, bo napisałem sześć. Każda historia zaczyna się od nabazgranych na zatłuszczonych kartkach notatek. Od kompletnie niekompatybilnych słów, które przychodzą do głowy na ulicy, w kiblu, czy wtedy, kiedy robisz dzieciom obiad. Ale w tym bajzlu są tak genialne, że musisz wymyślić do nich historię - nie, nie odwrotnie.
    
    No więc na początku ja też jej przysrałem. Nie jakoś bardzo wymyślnie i z polotem, tylko tak, w ramach samoobrony. Ot, że gruba, głupia, brzydka i śmierdzi. Standardowo jak na dorosłego chłopa, co?
    
    No, a jakieś kilkanaście wiadomości później okazało się, że wcale nie taka głupia. A jeszcze kilka dni i nocy później, że nie taka znowu gruba, nie taka znowu brzydka i nie taka znowu śmierdząca.
    
    Śliczna jest. To znaczy była.
    
    Wyglądała trochę tak, jakby seksapil zerżnął jakąś kruchą niewinność i bach! Wyszło takie kombo. Ukraińska Włoszka.
    
    Wie pan, bo widział zdjęcia?
    
    Panie, ze zdjęcia, to pan gówno wiesz.
    
    Widzi pan, komisarzu, ja jestem pisarzem, wydawało mi się, że dobrym. Zarobiłem słowami na dom, auto i spokojną starość, ale jej opisać nie potrafię, chociaż widzę ją każdej bezsennej nocy. Dzieliło nas dwadzieścia lat. Podczas kiedy przez moje łóżko, tylne siedzenie, biurko… no a krócej mówiąc fiuta, przewinęło czy raczej nadziało się mnóstwo zupełnie różnych ciał, ona uczepiona maminej spódnicy ciumkała co najwyższej chupa-chupsa. A jak już przyszło co do czego, jak już ustaliliśmy, że nie tylko obelgi dobrze nam wychodzą, ...
«123»