1. Ankrmonaai (V) Kochanie, wróciłam!


    Data: 26.12.2023, Autor: AleidaMarch

    R. zaciągnął się papierosem nerwowo przestępując z nogi na nogę. Wypatrywał samochodu. Szara ulica jednak wciąż pozostawała pusta. Otrząsnął się. Przypomniał sobie, że to nie on powinien się bać.
    
    Jeszcze raz wypuścił z siebie biały obłoczek dymu i - jakby w fatamorganie - ujrzał w oddali niewyraźny kształt zbliżającego się auta. Przed oczami stanął mu obraz martwej córki, kiedy widział ją po raz ostatni. Leżała w kałuży szkarłatu pod prysznicem. Rozbebeszone przez ostry przedmiot udo było epicentrum wydobywającej się krwi. Sklejone włosy przykleiły się chaotycznie do martwej od kilku godzin twarzy. Wzdrygnął się. Samochód był już sto metrów od niego. Westchnął głęboko i ciężkim butem docisnął do chodnika niedopałek papierosa.
    
    - I co tam, chłopcy? - zapytał rudego gościa w kraciastej koszuli. Na miejscu kierowcy siedział jakiś nieznajomy, ponury typ. R. tylko kiwnął mu głową, po czym spojrzał na tylne siedzenia.
    
    - Dziewczyna spisywała się dobrze. Zgodnie z umową odstawiam ją, póki się w niej jeszcze nie zakochałem... – odparł Informatyk przygłupawym tonem. Kaja leżała bezwładnie w poprzek, zsuwając się powoli, aczkolwiek stale, na brudną wycieraczkę za krzesłem kierowcy.
    
    - Pomożesz mi ją wynieść? - zapytał nasz zasępiony bohater. Odpowiedział mu tylko szyderczy uśmieszek. Uchylił drzwi i już powoli zabierał się do chwytania nieprzytomnej pod ramionami, gdy wtem...
    
    - Ughhh... - wyartykułowała i ślepo odskoczyła, kiedy jej dotknął. Odsunął jasną grzywkę ze ...
    ... zmęczonej twarzy. - Ja... tylko tutaj... - wyrzucała z siebie powoli słowa – śpię... Chcę spać... - były wojskowy na nowo zdecydował się ująć ją pod pachami i powoli wynieść z niecierpliwej machiny. Chłopcy nie zadali sobie nawet trudu, by zgasić silnik. Kiedy zamknął drzwi i oparł o siebie Śpiącą Królewnę, samochód momentalnie ruszył z piskiem opon. Wziął ją na ręce. Wniósł przez próg klatki schodowej niczym jakiś nadpobudliwy, świeżo upieczony mąż swoją świeżo upieczoną żonę. Zdołała jedynie objąć go mocno za szyję, nawet nie otwierając tak naprawdę oczu.
    
    - Skur... rwiele... - wykrztusiła, nie wiadomo czy przez sen, czy kierując jakąś osobistą reklamację do R. Uśmiechnął się tylko, kładąc jej filigranowe ciało na kanapie, która stanowiła dla nich wiele wspólnych wspomnień. Telefon zawibrował mu w kieszeni. Zaklął cicho pod nosem. Wyszedł odebrać w przedpokoju.
    
    - Czego? - wypalił na wstępie. Głos w słuchawce zagrzmiał karcąco.- No tak, jest już u mnie... Tak, tak... Zadowoleni...? Mhm, to świetnie. Nie, nie chodziło o to, że chcę ją zaangażować na stałe. Chcę zatrzymać dla siebie, z tym, że miałem wobec was... Dług... No tak, tak, pamiętasz...? A ja zawsze spłacam swoje zobowiązania. Następnym razem może wątpcie w to mniej – warknął – Nie... Nie mam tego za złe. No dobra, trzymaj się – odetchnął wciskając czerwoną słuchawkę. - Skurwiele – zawyrokował patrząc na leżącą niewinnie postać, cytując jej słowa.
    
    Leżała mu na kolanach przyciskając sobie jego dłonie do serca. ...
«123»