1. Ankrmonaai (V) Kochanie, wróciłam!


    Data: 26.12.2023, Autor: AleidaMarch

    ... na samą tę myśl zrobiła się wprost ociekająco wilgotna. R. zauważył wzrastający rumieniec podniecenia, a i sam nie pozostawał w tyle...
    
    Szepnął, by wstała i natychmiast zrzuciła spodnie. Zerwała się na nogi i zsunęła obie nogawki, po czym kopnęła swą odzież gdzieś daleko w czasoprzestrzeń. R. uśmiechnął się pod nosem i szturchnął Kaję z powrotem na sofę, z tym, że tym razem stał za nią i wyjmował z własnych spodni pasek. Zrozumiała, o co chodzi i oparła się twarzą o sofę, wypinając wdzięcznie swój blady tyłek. Jej towarzysz nie mógł się powstrzymać i zdzielił go swą bezlitosną dłonią aż do uzyskania efektu zaróżowienia. Suczka zapiszczała z radości, bo właściwie na klapsa dość mocno od dlłuższego czasu liczyła. Tymczasem silne ręce wykręciły jej przedramiona na plecy i spięły je mocno skórzanym paskiem. Tak skrępowana dziewczyna usłyszała wreszcie upragniony dźwięk. Dźwięk rozpinanego rozporka. Chwilę potem w jej wilgotne wnętrze wślizgnął się twardy i pulsujący członek, a na swoich biodrach poczuła stanowczy uchwyt męskich dłoni.
    
    Na początku powoli, ale do końca, wciskał się do środka zniecierpliwiony wzwód Pana R. Całym swoim mocarnym ciałem i za każdym pchnięciem dociskał ją do twardego oparcia sofy. Związane ręce za każdym ruchem w środku, raz zaciskały się pięści, to wznów rozluźniały palce. Rżnięcie stawało się coraz głębsze, mocniejsze, szybsze, podczas gdy pierdolona od tyłu postać wydawała z siebie przybierające na sile i głośności opętańcze jęki... W jej rozochoconym wnętrzu szalał huragan podniecenia i wylewającej się po udach krystalicznie czystej wilgoci. Oboje byli blisko i oboje czuli zbliżające się dreszcze ponadwymiarowej rozkoszy. R. pchnął po raz ostatni z gardłowym jękiem i zalał wnętrze swojej suczki łapiąc się akurat na moment jej pierwszego skurczu zwiastującego orgazm. Zsynchronizowali się idealnie dodatkowo potęgując wzajemne doznania.
    
    Nasienie R. zaczęło spływać po ciągle jeszcze drżących i zarumienionych udach Kai.
«123»