1. Samotnik


    Data: 21.01.2024, Autor: batavia

    ... zmienia. Stoję i przyglądam się, jak kroi warzywa. Ostrze zawisa w powietrzu. Nie odwracając się, pyta:
    
    – Kiedy? – W głosie wyraźnie słyszę przestrach.
    
    Milczę. Nie mam odwagi odpowiedzieć. Bez słów rozumie. Moja pasja, marzenie. Wie o mnie wszystko i zdaje sobie sprawę, że ten dzień nadszedł. Podchodzę i staję za nią, opieram się o pośladki i lekko przyciskam do blatu. Rękami obejmuję w pasie. W garnku gotuje się woda. Wsuwam dłonie pod bluzkę i przygarniam do siebie. Składam na karku pocałunek – jedno delikatne muśnięcie ust. Ma jedwabiście gładką skórę. Nieznacznie przechyla głowę. Kłęby pary unoszą się w górę.
    
    – Czy będziesz na mnie czekać? – W końcu pada dręczące mnie pytanie. Chcę potwierdzenia, pewności. Czegoś, co da mi wiarę, że mam do kogo wracać.
    
    Odwraca się w objęciach. Pod ciężkim, badawczym spojrzeniem czuję się coraz bardziej niepewnie. Nie wiem, czego się spodziewać. Dostrzegam w jej oczach jawne migotanie strachu, później desperację. Bez słowa wpatruje się we mnie. Coś się zmienia, na usta wpełza uśmiech. Cień przekory wykrzywia kąciki warg. Mruży oczy.
    
    – To zależy od ciebie. Kiedy wypływasz? – Spojrzenie łagodnieje, chociaż nadal mam wrażenie, że głos drży.
    
    Co to niby miało znaczyć? – próbuję dociec sensu. Kątem oka widzę, że woda w garnku już prawie się wygotowała. Myśl, że wszystko między nami właśnie się kończy, przeraża mnie. Odczuwam dławienie w gardle. Wspina się na palce i całuje mnie w policzek. Chichocze. Dolewa wody do garnka i ...
    ... wraca do krojenia warzyw. Stoję osłupiały, niczego nie rozumiem. Co chciała mi powiedzieć?
    
    – Kasiu, wypływam jutro. – Wyznanie prawdy z trudem przechodzi mi przez krtań. – Czy będziesz…? – Aż boję się dokończyć.
    
    Przez ułamek sekundy się waha. Przez ledwie dostrzegalną chwilę nóż zastyga w bezruchu. Znowu odsuwa kosmyk i zerka na mnie z uśmiechem.
    
    – Będę. – Pomimo uśmiechu głos jest stanowczy i strasznie poważny. – Masz wrócić do mnie. Pamiętaj – po chwili dodaje. – Tylko do mnie. Żeglarzu.
    
    * * *
    
    Otwieram oczy. Wspomnienie ulatuje jak sen. Coś się zmieniło. Nie od razu się orientuję. Tajemnicza, nasączona grozą ciemność przesłoniła gwiazdy. Jeszcze leżę, nie do końca zdając sobie sprawę, co się dzieje wokół mnie. Stukanie o pokład. Wyczulony na zmiany wiatru nie rozpoznaję dźwięku. Wytężam słuch. Dziwny, nieregularny odgłos. Szelest. Czujnie nasłuchuję. Uderzenie w rękę, a po chwili w policzek. Odgłos narasta, przybiera na sile. Po policzku spływa mi kropla. Deszcz. Rosnący w siłę z minuty na minutę. Smaga martwe żagle i bez ustanku uderza o pokład. Bez ostrzeżenia, bez zapowiedzi otwierają się wrota w niebie.
    
    Zrywam się na równe nogi. To może być zwiastun szkwału, a ja mam podniesione wszystkie żagle. Połamie maszt, rozerwie na strzępy płótna. Pierwsza myśl: zrefować grota. Nie robię jednak nic, zniechęcenie bierze górę nad rozsądkiem, stoję tylko skąpany w potokach wody. Siwa ściana przesłania świat. Dar niebios spłukuje ze skóry osad soli i zdejmuje brzemię ...
«1234...8»