-
Kasia, cz. 18. Posłowie
Data: 28.03.2024, Autor: MrHyde
Mam jeszcze jedno wspomnienie, związane z tamtymi wakacjami. Ponieważ nie pasuje ono do reszty opowieści, musiałem zostawić je na koniec. Zza okna dobiegały niewyraźne strzępy rozmowy, toczonej przez moich rodziców z jakimś, nie znanym mi męskim głosem. Nagle otworzyły się drzwi i coś zaczęło szarpać mnie za rękę. Wymamrotałem coś i przekręciłem się na bok, odwracając się plecami do osoby, zakłócającej spokój. Ona jednak nie dała za wygraną. Położyła się obok mnie, ściśle przylegając brzuchem do mych pleców i jednocześnie spychając mnie na skraj wąskiego łóżka. - "Staruchu, wstawaj! Słyszysz? Wstawaj! Nie udawaj, że śpisz.” – usłyszałem szept Natalki, lecz jeszcze nie skojarzyłem, że był to głos osoby, panoszącej się na moim łóżku i bezczelnie wpychającej mnie na ścianę. - "Staruchu, wstawaj! Pan Waldek przyszedł. Marcin, no! Rodzice cię wołają.” - kontynuowała głośne szeptanie, ponownie szarpiąc mnie za ramię. Osoba ta, wreszcie, spróbowała przekręcić mnie z powrotem na plecy, a gdy jej się to nie udało, przygniotła mnie sobą i przysunęła usta prosto do mojego ucha. Bokiem zgiętej w łokciu ręki, przez moment poczułem wyraźny ucisk dziewczęcej piersi, a do ucha, wraz z ciepłym, wilgotnym powietrzem, świeżo wydechniętym z płuc, wpadły słowa: - "No obudź się, Staruchu! Bo cię ugryzę!” Jak powiedziała, tak i zrobiła. Chwyciła w zęby część małżowiny i zacisnęła szczęki, aż mi zachrzęściło w uchu. Ten zgryz obudził mnie błyskawicznie i przywrócił mą ...
... świadomość fizycznej rzeczywistości. Z premedytacją pozostałem w bezruchu przez jeszcze kilka sekund, prowokując siostrę do powtórnego ugryzienia, a kiedy Natalka, dysząc ciepłym powiertrzem ponownie objęła zębami część mojego ucha, obróciłem się gwałtownie, łapiąc ją za boki i łaskocząc pod żebrami i gdzie tylko popadnie. Przez chwilę mogłoby się wydać, że jak wystraszona kura, uniosła się nade mną, energicznie machając skrzydłami. Następnie opadła na mnie okrakiem i znów podfrunęła pod wpływem kolejnej fali łaskotek, aż wreszcie, zmęczona niekontrolowanym śmiechem oraz nieskutecznymi próbami obrony przed moimi wszędobylskimi palcami, na przemian i bez ostrzeżenia, boleśnie wpijającymi się pod żebra i lekko ugniatające ją pod pachami, osunęła się na mnie całym ciałem. - "Osz ty, Glizdo!” – zawołałem głośnym szeptem. - "Mów teraz, co się dzieje.” – dodałem i, po krótkiej przerwie niezbędnej do jako takiego uregulowania oddechu, na kilka sekund wznowiłem łaskotki, po czym, chwyciwszy Natalkę za biodra, zsunąłem ją z siebie i ułożyłem na wznak na łóżku. Gdy przestała się śmiać, powtórzyła, że przed domkiem rodzice rozmawiali z panem Waldkiem, czyli mężczyzną, którego rano widzieliśmy w restauracji. Celem jego wizyty było zapoznanie się z kempingowymi sąsiadami, którzy, podobnie jako on, przybyli nad morze z nastoletnimi dziećmi oraz przedstawienie nam – mnie i Natalce, latorośli tegoż pana Waldka – Kasi i Damiana. Według słów Natalki, miałem natychmiast wyjść przed domek i ...