1. Czas grozy (I)


    Data: 26.08.2020, Kategorie: historia, wikingowie, łoże, propozycja, dama, Autor: historyczka

    ... cisza i gdy dziewczyny będą spać, zapuka trzy razy w pani drzwi. A pani wtedy ma cały pacierz, żeby się przygotować… proszę zawsze drzwi trzymać otwarte, no więc pani przyjmie spragnionego rycerza w swoim łożu…. Ja tym łotrom przekażę, żeby byli przygotowali…, żeby nie zabierać zbyt dużo z panny snu… Każdej nocy inny rycerz z mojej drużyny. Tak musi być, proszę mi powiedzieć, że pani rozumie... inaczej będzie katastrofa… ja nie ogarnę ich psiego zacietrzewienia, oni są jak jurne byki… a pani jest dla nich teraz jedyną okazją, piękną niewiastą, jak anioł w ich zasranym życiu…. Czy pani Martha mnie zrozumiała?
    
    Podczas monologu rycerza Martha, a to wznosiła oczy ku niebu, a to udawała, że omdlewa.
    
    Targały nią emocje gwałtowne jak nawałnica.
    
    "Cóż za szelma! Nikczemnik! Jak on mnie traktuje?! Jak sprzedajną dziewkę! Jak tanią ladacznicę, która ma nadstawiać zadka dosłownie wszystkim żołdakom... Wszystkim, którym po prostu zechce się wyżyć... zwyczajnie ulżyć sobie w niej... w jej, udostępnianej dla wszystkich, piczy... Och... mój Boże!"
    
    Zrazu gotowa była spoliczkować dowódcę. Lecz baczyła na groźbę, co ją czeka, jeśli się nie zgodzi. Zostanie dopadnięta... wzięta zapewne brutalnie, okrutną przemocą... wtedy dopiero nie szczędziliby jej piczki... Wtedy dopiero, by sobie na niej poużywali... Dopiero wtedy spotkałby ją srogi łomot...
    
    I wtedy stała się, rzecz niebywała, przerażenie związane z tym wyobrażeniem, w niewytłumaczalny sposób ulegało przemianie w potężną ...
    ... rozkosz...
    
    "Wychędożyliby mnie jak dziwkę. Wygrzmocili! Moją kuciapkę spotkałoby istne pandemonium... Nie patyczkowano by się ze mną, takoż samo nie dbano by, w najmniejszym nawet sposób o to, czy oby nie sprawią, że będę niezabawem w stanie odmiennym..."
    
    Martha, przymykając oczy, wyobraziła sobie zajście w "ciemnym zaułku", widziała wręcz, jak jest chwytana przez wiele żylastych, silnych par rąk..., jak jej wytworna suknia wędruje do góry, jak obnażane są jej biust i łono... Jak nielitościwym torturom poddawane są jej piersi... jakie potężne tarany szturmują jej norkę...
    
    Westchnęła.
    
    Pomna tego, jak upokarzającą propozycję złożył jej dowódca, zamiarowała pokazać mu dłonią drzwi. Lecz pomna jeszcze była tego, co prawił o jej reputacji...
    
    "No tak... wszyscy dowiedzieliby się o naruszeniu mojej czci niewieściej... jaki prawy mąż chciałby się zadawać z białogłową, o której wiedział, że posiadło ją wielu żołdaków... Spaliłabym się ze wstydu, gdyby wytykano mnie palcami... A w takich przypadkach wiadomo, jak bywa… Jak z tą karczmarzówną... naszli ją... wykorzystali, a potem i tak gadano, że to jej wina... że nieskromna, że łajdaczyła się... że sama zadka nadstawiła do wychędożenia... żałosny los takiej panny o zszarganej opinii... No i została nieboga, karczmarzówna, z brzuszyskiem... Kto będzie wychowywał małe bękarciątko..."
    
    Doświadczony dowódca wiedział, co robi, nie dopuszczając panny do głosu. Reakcje mogłyby być nieprzewidywalne, od wybuchnięcia szlochem... do ...
«12...678...15»