-
Paź królowej – 30| Obalona Królowa
Data: 16.09.2020, Autor: candy
Nic już mi nie zostało. Żaden cel. Żaden motyl. Pozbawiono mnie władzy. Obalono, wygoniono z królewskiego tronu. Częściowo sama na to pozwoliłam. Wciąż analizowałam słowa Dana. Czy śmierć faktycznie była rozwiązaniem? Być może nie, ale nie widziałam już innego. Moje życie przybrało tak nieoczekiwany obrót, że sama już go nie poznawałam. Zwyczajnie brakowało mi sił, by je naprawić. Musiałam poddać się woli ludu. Obalona Królowa. A za nią… jej paź. Paź Królowej. Jedyny oddany. Ten, który zawsze do niej wracał. Jedyny, który w nią wierzył. Dan był ze mną od początku – aż do samego końca. Nogi same mnie niosły. Otwierałam drzwi mieszkania, nie pamiętając, jak się tu znalazłam. Było ciemno i cicho. Każdy mój krok odbijał się echem. Rozejrzałam się, szukając Dana, ale byłam sama. Powoli podeszłam do blatu i wzięłam do ręki idealnie wypolerowany ostry nóż, którym jeszcze niedawno chciałam zabić Hannah. Był perfekcyjny. Ostrze przeznaczone do krojenia mięsa równie dobrze mogło pokroić coś innego. Skóra była taka cienka… Srebrne oblicze ostrza do mnie wołało. Mimo to wciąż się wahałam. – Amelia… – Usłyszałam za sobą cichy szept, mimo to nie odwróciłam się. – Wiesz, że to jedyne rozwiązanie. – Na pewno? – szepnęłam, wpatrując się w nóż ze łzami w oczach. – Próbowałaś. Starałaś się… i odniosłaś porażkę. – Jego chłodna dłoń znalazła się na moich plecach. – Już nie zaczniesz od nowa. To jedyny sposób, by twoje cierpienie w końcu ...
... ustało. Jego ostatnie słowa uderzyły mnie tak mocno, jakbym sama je wypowiedziała. Były jak piękna muzyka. Były obietnicą. Były spełnieniem. Nie było już odwrotu. To było to, co musiałam zrobić. Wzięłam głęboki oddech, nagle mając w pełni świadomość tego, że oddychałam. Ostatni oddech skazańca, ostatni haust powietrza. Podniosłam rękę i zobaczyłam, że drży. Nie chciałam widzieć w sobie strachu, więc zamknęłam oczy. Chciałam trafić w tętnicę szyjną. Kilka sekund i byłoby po wszystkim. Nie zdążyłabym nic poczuć. Ręka jednak osunęła mi się gwałtownie i nóż wylądował dużo niżej, niż tego chciałam. Zachłysnęłam się powietrzem i upuściłam nóż, który upadł z hukiem na podłogę, a idealnie białe kafelki pokryła krew. Upadłam, jednocześnie przykładając palce do szyi i obojczyka. Cięcie mimo wszystko było głębokie. Między palcami nimi czułam ciepłą krew, która pachniała rdzą. Próbowałam oddychać, chciałam oddychać, ale nagle nie mogłam. Usiłowałam łapać hausty powietrza, jednocześnie spoglądając na Dana, który ukucnął obok mnie. Już wiedziałam, że przez swoją niedokładność będę umierać dłużej. – Dobrze zrobiłaś – powiedział Dan cicho, patrząc na rozcięcie na mojej szyi, z którego wypływało coraz więcej krwi. Spływała w dół mojego ciała, brudząc ubrania, skapując na kafelki. Było mi jednocześnie ciepło i zimno. Właśnie w tym momencie uświadomiłam sobie: . Jeszcze mogłam wszystko naprawić. Nigdy nie było za późno. Usiłowałam przyłożyć do rany obydwie ręce, ...