1. Paź królowej – 30| Obalona Królowa


    Data: 16.09.2020, Autor: candy

    ... by zatamować krwawienie, zanim upływająca krew odbierze mi zdolność myślenia i sprawi, że zemdleję. Musiałam dostać się do telefonu. Wezwać pomoc. Być może zaczekać na Hannah. Nienawidziła mnie, ale przecież nie dałaby mi umrzeć…
    
    Nieoczekiwanie Dan złapał mnie za rękę, którą kierowałam w stronę szyi i unieruchomił ją.
    
    – Dan… proszę – wycharczałam, patrząc na niego błagalnie. – Muszę… nie chcę umierać…
    
    Jego oczy błyszczały.
    
    – Ale właśnie to się dzieje – powiedział tonem tak spokojnym, jakby budził mnie z głębokiego snu. – Umierasz, Amelio. Umierasz razem ze swoimi demonami, które zostaną z tobą na wieki. Myślałaś, że gdy umrzesz, to ci odpuszczą? Twoje cierpienie zacznie się dopiero teraz.
    
    cierpienie – syknął, nadal trzymając moją dłoń, przybliżając twarz do mojej. – Dopiero teraz poczujesz ból wszystkich, których skrzywdziłaś.
    
    – Dan… – jęknęłam, czując, jak każdy mięsień odmawia mi posłuszeństwa, jak robię się coraz słabsza. Upływająca krew przesłaniała mi mózg. – Co ty…
    
    – Tyle na to czekałem – szepnął triumfalnie. – Nawet nie masz pojęcia. Przykro mi, Amelio, ale musiałaś zapłacić za wszystko, co mi zrobiłaś. Co zrobiłaś nam wszystkim. Myślałaś, że moja obecność przy tobie była błogosławieństwem, ale tak naprawdę… Sama sprowadziłaś na siebie to piekło.
    
    – Dlaczego? – Ledwo udało mi się to wyszeptać. – Dlaczego chciałeś, bym umarła?
    
    – Czy to nie oczywiste? – Ścisnął mnie za nadgarstek tak mocno, że niemal słyszałam pękanie kości. – Bo zniszczyłaś ...
    ... życie zbyt wielu osobom. Ty i twoja popieprzona mamuśka. Jesteście nikim, jesteście jebanymi modliszkami, które wysysały z nas życie! – Jego oczy nagle pociemniały, jak wiele razy wcześniej. – Dlatego chciałem, żeby wszyscy cię znienawidzili. Między innymi twój tata. Musiałem cię zniszczyć. Nawet nie sądziłem, że pójdzie mi to aż tak dobrze. – Nagle puścił moją dłoń, bo chyba przeczuwał, że już nie byłam w stanie podnieść jej do szyi. Oczy mimowolnie mi się zamykały. Byłam coraz słabsza. Nie docierały do mnie praktycznie żadne bodźce. – Boli, Amelio? – wyszeptał nagle tuż przy moim uchu. – Czy płacenie za swoje grzechy boli?
    
    Chciałam mu odpowiedzieć, ale nie byłam w stanie. Z moich ust wydobyła się tylko krew i charczenie, które nie było nawet podobne do tego, co chciałam mu powiedzieć. Gdzieś po policzku toczyła się łza. Serce rozsadzał mi ból.
    
    – Teraz w końcu możemy być razem – usłyszałam jego cichy szept i poczułam delikatny pocałunek na poznaczonych krwią wargach.
    
    I nagle…
    
    Nie czułam smutku.
    
    Nie czułam żalu.
    
    Nie czułam, że wygrałam.
    
    Nie czułam nic.
    
    🦋
    
    W końcu odeszła. Po długiej walce – dużo dłuższej, niż się spodziewałem. Po walce, która trwała jeszcze za życia.
    
    Nie można było jej odmówić siły i determinacji, jednak to wszystko musiało się skończyć.
    
    Moja misja została wykonana. Mogłem odetchnąć z ulgą.
    
    Ciężko było jednak zignorować ból, który promieniował gdzieś ze środka.
    
    To, co do niej czułem, było idealną kombinacją miłości i ...