-
Współczesna Małgorzata
Data: 02.02.2021, Kategorie: dziewica, nieznajomy, Autor: Pisareczka
- Wszystkiego najlepszego i widzimy się po świętach! - zawołała wychowawczyni w stronę wybiegającej klasy. Tylko ja zatrzymałam się, żeby odpowiedzieć na pożegnanie. Nie byłam tym jednak zdziwiona. Większość ludzi z mojej klasy dojeżdżała z pobliskiej wioski, a autobusy, jak wiadomo nie czekają na spóźnialskich. Do tego dopchanie się do okienka szatni po swoją kurtkę i zimowe buty graniczyło z cudem. Gdy wychodziłam ze szkoły było już ciemno. Cóż, urok zimowej pory; odrobina nieco brejowatego śniegu i ciemności. Mimo tego, lubiłam samotnie wracać do domu. Miałam czas, aby uporządkować mijający dzień i zaplanować kolejny. W okolicach godziny szóstej wieczornej, większość ludzi siedzi w domach, toteż zdziwiłam się gdy usłyszałam za sobą lekko ochrypły, ale przyjemny dla ucha głos: - Cóż tak piękna, młoda dama, robi w tej okolicy w taki wieczór jak dzisiejszy? Szybko zdusiłam okrzyk strachu i odpowiadając, spojrzałam przez ramię; - To zależy; Kto pyta? W ciemności dostrzegłam zarys ciemnego płaszcza oraz... cylindra i białych rękawiczek. Czyżby gdzieś w okolicy nagrywali film? - zastanawiałam się. Tymczasem, nieznajomy widząc moje zainteresowanie, przyspieszył nieco kroku, tak, żebyśmy mogli iść obok siebie i skłonił mi się, uchylając cylindra. - Wybaczy panienka ten nietakt z mojej strony. Moje imię jest skomplikowane, ale przyjaciele mówią mi Woland. Woland... znałam to imię. Szybko obróciłam kilka trybików w mózgu i przyjrzałam się dokładniej ...
... nieznajomemu, gdy mijaliśmy latarnię i dostrzegłam to, co chciałam zobaczyć. Mój nieznajomy - Woland, miał jedno oko złocisto-zielone i jedno całkiem czarne. Albo to niezwykły zbieg okoliczności albo stoi przede mną sam diabeł, messer Woland, znany szerszej publiczności z książki "Mistrz i Małgorzata". Wyrwałam się z zamyślenia, gdy usłyszałam kolejne pytanie. - Poznała panienka me imię i nadal nie chce mi powiedzieć, co robi sama w tej okolicy? - O, nie, nie. To nie tak - tłumaczyłam się. - Tylko, że to co powiem, nie jest ciekawe. Wracam do domu po szkole. - Doprawdy? - Zdziwił się uprzejmie mój towarzysz. - Proszę mi jeszcze powiedzieć, czy pilno panience do domu? Czy ktoś na panienkę czeka? Milczałam. Dziadkowie woleli spędzić święta w sanatorium, tata z delegacji wróci dopiero jutro wieczorem, a mama nie wróci przed północą, bo opija awans z koleżankami z pracy. Od tygodnia szykowała się na tę imprezę. A ja? Ja miałam pilnować domu, gdy nikogo nie będzie. Nie śpieszyło mi się specjalnie. - Po milczeniu, wnioskuję, że nie. Wobec tego proponuję pani w ten mroźny wieczór herbatę. Mieszkam niedaleko. Herbata brzmiała nieźle, zwłaszcza, że wieczorami temperatura szybko spada. Bez wahania zgodziłam się więc pójść do Wolanda. Na schodach prawie się wywróciłam. Gdyby nie dobry refleks Wolanda z pewnością nabiłabym sobie niezłego siniaka. - Musi panienka bardziej uważać - uśmiechnął się i do samych drzwi prowadził mnie pod rękę. Puścił mnie tylko na chwilę, a i to, w ...