-
Przebłysk śmiałości
Data: 01.03.2021, Kategorie: wydawnictwo, pióro, portugalia, ekspedientka, klasyk, Autor: _Dom_
Przemierzając samotną przestrzeń chodnika, powoli zbliżałem się do przystanku. Pogoda była najgenialniej słoneczna, co dodawało uroku letniej aurze. Przyjemny podmuch orzeźwiającego wiatru dawał miłe ukojenie w pokrytych cieniem fragmentach zjawiskowej części miasta. Uwielbiałem rześki powiew, kiedy mknąc szybko, uchwyciłem pospiesznie drzwiczki tramwaju nr 28, pędzącego raźnie uliczkami Lizbony. Gnał po torach, dokładnie w taki sam magiczny sposób jak ponad 100 lat wcześniej. Rubasznie jak na starych widokówkach, zawieszonych groteskowo w A Arte da Terra, podczas jednej z interesujących ekspozycji. Zawsze uwielbiałem elektryzujący klimat poranka i często wychodziłem wcześniej, by zdążyć na pierwszy, dziewiczy odjazd w kierunku ulic R. Graca i R. Agelina Vidal. Po pewnym czasie, energicznie odskakiwałem od pędzącego pojazdu, by wtopić się w zachęcającą nić wąskich uliczek. W gąszczu zabudowań bezbłędnie odnajdywałem ulubioną Casinha Cafe. Co rano odwiedzałem to miejsce, by z kruchych dłoni ekspedientki odebrać gorące, chrupkie wypieki. Jednak, tak naprawdę, kradłem przelotny blask jej fantastycznych źrenic, ukradkiem płacąc za pysznego croissanta i kubek aromatycznej kawy. Nie potrafiłem wyobrazić sobie poranka, bez tej zmysłowej, w specyficzny sposób intymnej chwili. To nadawało mi ochoty na dalszą część dnia. Ładowało akumulatory i sprawiało, że zwykły dzień stawał się kolejnym fantastycznym doświadczeniem. Niewiasta, wciąż nie odrywając wzroku, rozchylała zmysłowo ...
... usta, podnosząc rozkoszne kąciki. Doskonale wilgotne wargi, prosiły o namiętny pocałunek, czekając co rano na przebłysk śmiałości. Opuszkami palców dotykała moich dłoni, ofiarowując zalotny, miły dotyk. Po wyjściu kierowałem się do centrum, by zasiąść w korektorskim fotelu w jednym z prominentnych wydawnictw. Panorama z 10 piętra tutejszego wieżowca, może nie była tak atrakcyjna jak rozkosznie złocista Praia da Rocha w pobliżu Portimao z genialnym skalistym nadbrzeżem, jednak dawała wgląd na miły pejzaż. Dzięki temu moje oczy codziennie syciły się widokiem położonym nieopodal przepięknym, spinającym brzegi rzeki Tag, mostu Ponte Vasco da Gama, rozświetlonym wieczornymi girlandami złocistych świateł. Często, siedząc dłużej wieczorami w biurze, patrzyłem z nostalgią na ten genialny, malowniczy obraz. W gabinecie, w którym przyszło mi spędzać prawie samotnie lwią część czasu jaki miałem w ciągu doby, ustawione były trzy biurka. Pierwsze - moje - gdzie przeglądałem i dokonywałem korekt przesłanych materiałów, czasami rękopisów autorów, którzy jak złoto oczekiwali na odkrycie. Jednak w większości przypadków poszukiwania kończyły się skąpanymi w mule bezsensownych treści, krótkimi, marnymi opowiadaniami miłosnymi. To byli ci nieszczęśnicy, którzy opisywali kwieciście, płomienne historie, licząc skrycie na przelotny romans, który z pewnością rozświetliłby ich marnej jakości życie, milionem fajerwerków, lub frustraci, którzy poza piórem i kawałkiem białej kartki papieru nie ...