-
Przebłysk śmiałości
Data: 01.03.2021, Kategorie: wydawnictwo, pióro, portugalia, ekspedientka, klasyk, Autor: _Dom_
... niewiasty wciąż nie było widać. Karzeł poruszył się nerwowo. - No pierwszy raz się spóźnia – wyszczebiotał – czyżby historia nie miała kontynuacji? – dodał zmieszany, nerwowo mrugając małymi, czarnymi oczkami. Spojrzałem jeszcze raz na zegar. Pokręciłem z niedowierzaniem głową i poszedłem zaparzyć poranne espresso. Kuchnia mieściła się po drugiej stronie holu zaraz za obszernym fragmentem balustrady, na której dumnie wypinały swe liście, dorodne kwiaty. Zaraz po wejściu nastawiłem czajnik i przygotowałem starannie młynek. Uwielbiałem gdy wszystko było dopięte na ostatni guzik, a królowa włoskich kaw pieściła moje spierzchnięte wargi, idealną temperaturą ekstrakcji. Genialnie precyzyjnie przygotowany napar, zawsze pobudzał wszystkie moje zmysły. Z namaszczeniem kosztowałem tego boskiego smaku gdy w jednej chwili mój wzrok przykuła mała, krucha kobietka, raźno stojąca w progu tutejszej, niewielkiej kuchni. - Dzień dobry – powiedziała cichutko bacznie mi się przyglądając. W jej wzroku było coś magicznego, wręcz z intymną, niepoprawną dedykacją skrytą w fantastycznym kręgu źrenic. Patrzyłem chwilę pozwalając aby otchłań jej spojrzenia dawała miłe ukojenie. - Dzień dobry – odpowiedziałem z zaciekawieniem – w czym mogę pomóc, czy coś się stało? – dodałem po chwili. Niewiasta raźnie zamrugała po czym ochoczo nabrała powietrza, co sprawiło, że jej dorodny biust, skryty uważnie pod obcisłym granatowym, dobrze dolegającym golfem, uniósł się lekko ku górze. Po ...
... chwili kontynuowała wciąż nie odrywając wzroku. - Proszono mnie, abym doręczyła rękopis jednego z francuskich autorów – zaczęła nieśmiało. – Więc pozwoliłam sobie zostawić u pana kolegi, tego rubasznego skrzata, zaraz przy wejściu. - A już rozumiem, to pani jest w zastępstwie? – spytałem ponownie. - No tak. Poproszono mnie żebym przyniosła i wie pan… - dygotała - bo ja tak szukałam gdzie to państwa wydawnictwo, a potem… - Dobrze – wtrąciłem szybko, widząc, że dziewczę zaraz się rozsypie. – Zapraszam na aromatyczne espresso – dokończyłem posyłając szelmowski uśmiech. Za moment, siedzieliśmy w pobliskiej salce, popijając boski nektar. Od razu poznałem zjawiskową poranną ekspedientkę. Ona mnie również, choć widok jej w tak oczywistym miejscu jak właśnie to, wydawał mi się nader zjawiskowy. Ten poranek należał chyba do tych pogodniejszych, gdzie skrywane głęboko pragnienia zamieniają się na jawę. Okazało się, że nasza francuska przyjaciółka spiesząc się bardzo, pozostawiła tekst w Casinha Cafe przy Avenida da Boavista w dłoniach zdziwionej całym zajściem dziewczyny. Przy okazji dołączyła właściwą kartkę z adresem i pomknęła na jedyny, tego dnia, powrotny pociąg do Paryża. Biedna kobietka błąkała się długo w gąszczu bliźniaczych uliczek, nim trafiła w dobre miejsce. - … i właśnie tak było – zakończyła, niby przypadkiem lekko muskając mnie nadgarstkiem i posyłając zalotne spojrzenie. Czas zastygł. Przez moment powietrze zgęstniało, unosząc cierpki aromat kawy. ...