-
Przebłysk śmiałości
Data: 01.03.2021, Kategorie: wydawnictwo, pióro, portugalia, ekspedientka, klasyk, Autor: _Dom_
... posiadali niczego, prócz nadmuchanej do granic możliwości wyobraźni. Drugie – gdzie pod rozłożystym zwanym potocznie stojącym w groteskowej, białej donicy i spiętym pospiesznie kawałkiem szerokiej, białej taśmy, rozciągało się nieprzebrane morze mułowatej jakości tekstów, których przyszło mi buszować. Co jakiś czas w gąszczu tej żenady, udało mi się znaleźć fragment z utęsknieniem czekający na odkrycie. Trzecie – przy którym siedział nieco przytęgawy, przygarbiony od braku ćwiczeń karzeł, z lubością oddający się odbieraniu rękopisów i wstępną segregacją nadsyłanych treści. No rozkoszny on ci z nabytym przerostem ego i chorobliwą tendencją do nigdy niekończących się rozmów. Podczas nader częstych przechadzek z aparatem telefonicznym przy uchu, unosząc się nad powierzchnią pokrytej bordową wykładziną podłogi, z lekkością baletnicy nadawał jak w transie wszelkiej maści treści. Niczym radio Wolna Europa, wyrzucał w eter najnowsze informacje. Uwielbiałem patrzeć jak ten korpulentny okaz zdrowia lewituje nad ziemią, wciąż niosąc dobrą nowinę. Bez niego cały ten zgiełk nie miałby najmniejszego sensu. Z radością małego dziecka, którego właśnie pochwalono za świeżą pieluchę, nadawał rytm całemu wydawnictwu. Ach cóż to był za okaz. W tej magicznej chwili poranka przedzierałem się wzrokiem, przez gęsto napisany tekst jednego z wyżej wspomnianych twórców. Autor z uporem maniaka przesyłał do nas lichej, wręcz prostackiej jakości teksty. Nie dość, że robił to nader często ...
... to jeszcze wykorzystywał do tego celu biedną niewiastę, która równo z początkiem miesiąca przywoziła z Francji świeżą dostawę jego wypocin. I choć wielokrotnie prosiliśmy aby już tego nie robił, on nadal z systematycznie zasypywał nas swoimi historyjkami. Mówiliśmy, że musi popracować nad piórem, nad konstrukcją fabuły, bohaterami – to nic i nikt nie był wstanie go przekonać. Jego lakoniczne teksty obleczone były rozedrganą pajęczyną dziewiczych skojarzeń, dogniatały lirykę do krawędzi absurdu. Zaś brzmiały mniej więcej tak: „…Najmądrzejszy człowiek (… ) powiedział mi kiedyś, że żadnego z przeżyć nie da się porównać z tym, gdy mężczyzna po raz pierwszy rozbiera kobietę. Nie okłamał mnie, ale i nie powiedział całej prawdy. Nic nie powiedział o dziwnym drżeniu rąk, zamieniającym rozpięcie każdego guzika, przesunięcie suwaka, w zadanie przerastające siły. Nic nie powiedział o uroku jasnej i drżącej skóry, o pierwszym muśnięciu ust, ani omamach unoszących się z każdego skrawka ciała. Nie powiedział mi o tym, ponieważ wiedział, że cud zdarza się tylko raz, a gdy się objawia, przemawia językiem tajemnic, które ujawniwszy się, giną na zawsze…”. Tak właśnie, wyglądał jeden z namiętnie konstruowanych przez niego fragmentów, które tak systematycznie do nas docierały. Kartka rękopisu, oświetlona jasnymi promieniami porannego słońca, dumnie leżała na blacie, oczekując kontynuacji, którą miała przynieść tajemnicza doręczycielka. Zegar wskazywał już dziewiątą, zaś tajemniczej ...