1. Napad. Część trzecia.


    Data: 03.05.2021, Autor: Rafaello

    Leżałam na tym stole i wsłuchiwałam się, jak na dworze dudni deszcz. Nie było tam okien, ale burza szalała na tyle, że nie dało się tego nie słyszeć.
    
    Czas płynął, a Patryka nie było. Nie wiedziałam, czy minął kwadrans, czy jeszcze nie. Mogłabym sprawdzić godzinę na telefonie, ale nie wiedziałam, gdzie jest moja torebka. Po drugie to i tak nie wiedziałabym, ile go nie ma, bo nie odnotowałam momentu jego wyjścia. Po trzecie, to nie miałam zamiaru chodzić po pomieszczeniu, gdzie jest ciemno, a na ziemi walają się butelki po piwie.
    
    Po chwili usłyszałam kroki na klatce schodowej. Drzwi zaskrzypiały, a ja usłyszałam, jak ktoś wchodzi do środka.
    
    - To ty Patryk?
    
    Postać przystanęła w drzwiach, ale nie odezwała się. To było dwuznaczne. Przeszło mi przez myśl, że to nie on, tylko ktoś inny i dlatego zatrzymał się w drzwiach, bo był zdziwiony, że ktoś tu jest.
    
    - Patryk, to ty? - zapytałam ponownie.
    
    Odpowiedziała mi tylko cisza. Serce zaczęło mi bić trochę szybciej. Miałam mieszane uczucia. Pożałowałam, że powiedziałam mu o tym ostrym seksie i gwałcie. On powiedział, że jak wróci, to się ze mną tak zabawi i to mógł być element jego gry wstępnej. Z drugiej strony mógł to być każdy inny mężczyzna mieszkający w tym bloku.
    
    Byłam w ciemnym nieznanym pomieszczeniu, miałam na sobie tylko stanik i majtki. W pomieszczeniu był ktoś, najprawdopodobniej facet, a ja nie miałam pewności czy to mój kochanek sprzed chwili, czy nie
    
    Wiedziałam, że jedynym sposobem, by się tego ...
    ... dowiedzieć, jest prowokacja.
    
    - Dobra cwaniaczku. W takim razie jak chcesz mnie mieć, to musisz mnie złapać! - powiedziałam ciut zalotnym tonem, choć strach zrobił swoje.
    
    Nie odezwał się. Usłyszałam tylko, jak zamyka drzwi.
    
    - Zaryzykujesz, że coś mi się stanie, że się uderzę o kant stołu, albo skaleczę na puszce po piwie, co? Wtedy nici z ruchania!
    
    Sama się zdziwiłam, że użyłam takiego słownictwa, ale w tamtej chwili emocje brały górę nad dobrym wychowaniem.
    
    Czułam, jak zbliża się do stołu. To był znak, że to może być Patryk, bo wiedział, gdzie byłam, jak wychodził. Z drugiej strony przecież mówiłam do niego i na pewno wiedział skąd płynie dźwięk.
    
    Zeskoczyłam ze stołu i trzymając się blatu, przeszłam na drugą stronę.
    
    - Złap mnie cwaniaczku, jak chcesz mnie mieć!
    
    Wiedziałam, że obok jest ściana, a przed nią stół do bilarda. Wyczułam go w ciemnościach i wskoczyłam na niego. Chciałam go zmylić, że jestem na nim. Zrzuciłam kilka kul, co było głupie, bo podnosiło ryzyko wypadku. Przeszłam po stole na drugą stronę i zeszłam z niego. Zaczęłam się śmiać.
    
    - Oj coś słabo ci idzie - powiedziałam śmiejąc się.
    
    Słyszałam, jak chodzi za mną. Trzymając się ściany, chciałam przejść w róg. Tak też zrobiłam i to był mój największy błąd. Słyszałam, jak podbiega, a chwilę potem poczułam jak łapię mnie za rękę.
    
    Jęknęłam i to nie z bólu, a z przerażenia.
    
    Położył rękę na moich ustach, dając mi znak, bym nie krzyczała, i przysunął mnie do ściany.
    
    W tym momencie omal ...
«123»