-
Nigdy nie schodź ze szlaku (I)
Data: 15.06.2021, Kategorie: natura, bez seksu, nieznajomy, Autor: PannaNikt
... butów górskich? Trudno muszą być trampki. Nieobecny śpiwór i karimata? Postanowiłam zadzwonić do Kaśki. - Kasia, bo wiesz, że jestem w domu i nie mam tu właściwie nic. Przyjadę ubrana jak podstarzała ofiara pedofila albo trzydziecha z kompleksem wieku średniego. - Hahahaha, nie przejmuj się. Znasz całe towarzystwo - jest wyluzowane. A chłopaki będą zachwycone. - No dobra, ale nie mam też śpiwora, karimaty, butów ani kijków. - Ania, dojdziesz do nas do schroniska, będziemy spały w moim. A ciuchami i niedostatkami w sprzęcie się nie przejmuj. Ekipa jest niby profesjonalna, ale zdążymy się styrać przez te kilka dni. Chłopaki chcą się ostro wspinać. Jak przyjdziesz będzie impreza, a następnego dnia lajtowa trasa powrotna. Aha, tylko kup wielką butelkę tego taniego wina. Tego wiesz co piłyśmy na imprezie przy ognisku u Zenka po trzecim roku. - Plastikowa jest to się dużo nie nadźwigam - zgodnie zachichotałyśmy, Kto pijał takie trunki ten wie o co nam chodziło. - Wsiadaj w PKS i przyjeżdżaj. I tak też zrobiłam. *** Powiem szczerze, że sytuacja w pewnym momencie zaczęła się wymykać spod kontroli. Nic nie szło zgodnie z planem. PKS utknął w korku na Zakopiance, więc przyjechaliśmy z godzinnym opóźnieniem. Dojście do szlaku też zajęło mi dłużej niż planowałam. Wyglądało na to, że jak tak dalej pójdzie do schroniska dotrę w środku nocy. Nie muszę dodawać, że oczywiście nie miałam czołówki. Nie posiadałam nawet latarki w komórce. Nie mogłam też dać znać Kaśce, ...
... żeby ktoś po mnie wyszedł. Podobno gdy człowiek jest zdesperowany to przychodzą mu do głowy różne, dziwne pomysły. Czasami oznaczają one wybawienie, a czasami jeszcze większe kłopoty. Przeżuwając czekoladę w trakcie krótkiej przerwy, gapiłam się bezmyślnie w mapę. I nagle doznałam olśnienia. Jeśli zejdę ze szlaku za jakieś pół kilometra i pójdę prosto powinnam nadrobić duży kawał drogi i wrócić na szlak. Dodatkowo tam gdzieś powinna być jakaś ścieżynka, która mnie poprowadzi. Powiem szczerze orientacje w terenie mam kiepską. Trochę chodzę po górach, ale zwykle z bardziej obeznanymi znajomymi. Do tej pory nigdy nie musiałam sobie radzić sama. Jednak chęć dotarcia przed świtem dodała mi sił. Zresztą czy chodzenie z mapą jest takie trudne? Kaśka z ekipą nie raz skracali drogę. Nawet tłumaczyli mi jak chodzić z kompasem, jak lokalizować swoje położenie po ukształtowaniu terenu itp. Ryzyk fizyk. Skoro w pracy codziennie podejmuję trudne decyzje i daję radę to tu też sobie jakoś poradzę. Dzielnie wkroczyłam między drzewa. Pierwsze wątpliwości pojawiły się po dwudziestu minutach, ale jak się powiedziało "a" trzeba powiedzieć i "b". Czułam, że po głowie kołacze mi się pytanie, czy aby idę w dobrym kierunku, ale przeważył mój wrodzony upór. Lada moment powinnam wrócić na szlak. Po kolejnym pół godziny spojrzałam prawdzie w oczy - zgubiłam się. Jezu jeszcze nigdy nie zgubiłam się w lesie, nie mówiąc już o górach. Na dodatek powolutku zaczęło się ściemniać. Co tu robić, co tu robić? ...