1. Niemoralna propozycja (II)


    Data: 28.07.2021, Kategorie: pończochy, szantaż, urzędnik, Autor: historyczka

    ... mną.
    
    - Wie pani, że... mogę!
    
    Jego dloń była już blisko mego łona.
    
    - No... tak... zdaję sobie sprawę, że jestem w pańskiej władzy...
    
    Takiej odpowiedzi oczekiwał. Dociskał mnie stanowczo.
    
    - Zatem?
    
    Chwilę milczę. Jakbym zbierała odwagę.
    
    - Cóż... zatem niech będzie... - Rumienię się, a on trze dłonią oba moje uda. - Wianka pozbawił mnie... taki chłopak... Tomasz... jak niewierny Tomasz.., w akademiku... Okazało się... taki swego rodzaju kolekcjoner cnót studentek...
    
    - Jak ja mu zazdroszczę! Ech! Miał farta zafajdaniec!
    
    Łapa Antoniego już dotyka materiału moich majtek.
    
    - Gdzie to się stało? W jakim to miejscu była przebijana tak przecudna błonka?!
    
    Co za słowa! - myślę sobie - ależ delektuje się tym stary urzędas!
    
    Przymykam powieki, przed oczami staje mi tamta scena. Tylnie siedzenie starego żęcha, poplamiona i wytarta tapicerka, w samochodzie śmierdziało olejem silnikowym, choć nieskutecznie tłumi to zapach zielonego jabłuszka. Leżałam na plecach, a ta kreatura na mnie. Zadarł mi spódnicę (doskonale pamietam tę chabrową kieckę w której chodziłam na wykłady). Mówiłam, że jeszcze nie czas... że musi jeszcze poczekać... Ale nie czekał. Sięgnął do moich majtek. A ja, krępująca się jak diabli, obiecywałam mu, że będzie mnie miał, ale jeszcze nie teraz. Silnym szapnięciem ściągnął koronkowe stringi. Wszedł we mnie i poczułam ból. Pamiętam jak dziś głośną pracę wysłużonych resorów. A Tomasz poruszał się we mnie tak mocno, dziko, jakby chciał mnie ...
    ... rozwiercać...
    
    - Ejże! Paniusiu, coś się tak zamyśliła? - Ignacy przywraca mnie do rzeczywistości.
    
    Wyznaję mu zawstydzona, w jakże prozaicznym miejscu straciłam cnotę. I natychmiast uświadamiam sobie, że przecież teraz też jesteśmy w aucie.
    
    Urzędnik rozochoca się moim wyznaniem, już po jego twarzy widać, jaki jest napalony. Jeszcze wyraźniejszy wyraz daje temu przez koronkę majtek moje łono.
    
    - Ach... - wzdycham. I próbuję odepchnąć jego rękę.
    
    Tymczasem on, sapiąc, cedzi:
    
    - Pani Marto! Nie chcę czekać do tego cholernego motelu! Chcę cię mieć, jak tamten pieprzony gnojek, na tylnim siedzeniu!
    
    W sukurs przychodzi mu ukształtowanie terenu. Właśnie mijamy wzgórki porośniete lasem, dość gęstym, liściastym. Jak na złość trafia się też leśny parking, na który urzędnik skręca bez chwili zastanowienia.
    
    Roztrzęsiony otwiera mi drzwi i wysadza z samochodu.
    
    Tłumaczę mu, że to dla mnie duże zaskoczenie, że nie jestem przygotowana... nastawiona psychicznie, że to ma się odbyć teraz...
    
    Ale on nie słucha.
    
    - Bardzo pana proszę... Poczekajmy do tego motelu... Ja... jestem nieprzygotowana... Słowa dotrzymam... pójdę z panem do łóżka... ale potrzebuję się nastawić... no i tu takie warunki...
    
    Nie przekonałam go jednak.
    
    - A tamtemu chłoptasiowi, to co? Dałaś bez szemrania! Może nawet na masce cię ładował?!
    
    - Nie... nie... proszę...
    
    - Studentka z cnotką popuściła szpary w samochodzie, a doświadczona kobita boi się rozłożyć nóg!
    
    Czuję, że za bardzo jest ...
«12...4567»