1. Zespolenie


    Data: 22.11.2021, Autor: EwaGreen

    Głęboko zaciągnąłem się późnowieczornym, niemal nocnym, chłodnym powietrzem. Przesiąkniętym wilgocią nadciągającej jesieni, miejskim dymem, smrodem tysięcy ludzkich istnień i tą jedną cudowną ciężką od słodyczy wonią. Była już blisko.
    
    Zamknąłem oczy by przejąć zmysły kolejnych nocnych stworzeń zrywających się z dziennego snu, gotowych by wyruszyć w ciemność. Dzięki oczom szczurów, ropuch czy nietoperzy śledziłem każdy jej ruch. Skryła twarz w obszernym kapturze czarnej peleryny. Pewnym krokiem przemierzała ulice, zupełnie tak jakby doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nad nią czuwam.
    
    Przystanęła przed ukutą z żelaza bramą, strzeżoną przez kamienne bestie. Jej skrzydła otworzyły się bezdźwięcznie zapraszając kobietę do mego domu. Obejrzała się przez ramię, spojrzała w nijakie, jakby przygaszone światło latarni. Kontur jej ust ugiął się w niedostrzegalnym uśmiechu i bez cienia lęku zanurzyła się w mrok alei prowadzącej w głąb mej posiadłości.
    
    Między gęstymi pniami drzew zmienionymi w słupy czerni zapalały się i gasły ślepia mych pobratymców. Niemal słyszałem ich ciche powarkiwania, ślizg setek języków przesuwających się po nazbyt ostrych zębach, gotowych zakosztować nie przeznaczonej im słodyczy. Ale na tym poprzestali, żaden z nich sprzeciwiłby się mojej woli, która pętała ich niczym najcięższe kajdany.
    
    Ona jest tylko moja! Suknia szeleściła z każdym jej krokiem, który przybliżał nas do siebie. Pożądanie, pragnienie, żądza... narastały z każdą sekundą ...
    ... wzburzając mą zatrutą krew.
    
    Pokonała schody i zdecydowanie uderzyła kołatką w dwuskrzydłowe drzwi. Posłusznie się otworzyły. Przemierzyła zimny korytarz, odrzuciła kaptur odsłaniając twarz.
    
    Przybyła! Błękitne oczy zalśniły odbijając blask świec rozświetlających komnatę i ognia tryskającego w kominku. Blada, alabastrowa skóra kontrastowała z czernią włosów zaplecionych w luźny węzeł.
    
    Podszedłem bezszelestnie.
    
    - Już myślałam, że każesz mi czekać w nieskończoność. - Odparła z pretensją, gdy zdradził mnie oddech owiewający jej kark.
    
    - Wybacz. - Odpowiedziałem, strącając z jej ramion pelerynę. Pochyliłem się wtulając twarz w krzywiznę szyi. Wsłuchując się w rytm wyznaczany przez serce trzepoczące się w kształtnej piersi, tłocząc słodką krew, płynącą w jej żyłach. - Próbowałem nasycić tobą zmysły.
    
    - Udało ci się? - Spytała wykręcając głowę i ofiarowując mi swoje usta w pocałunku. Przylgnąłem do nich chciwie, splatając jej język ze swoim w niemym tańcu. Dopiero, gdy zabrakło jej tchu zmusiłem się by go przerwać.
    
    - Myślę, że znasz odpowiedź. - Mruknąłem wyciągając spinkę z jej włosów, uwalniając ich gładką taflę. Targnąłem połami jej ciemnej sukni, haftki puściły odsłaniając aksamitną biel pleców.
    
    - Nie znasz moich myśli. - Odwróciła się nagle, mierząc mnie ostrym spojrzeniem. – Ale ja znam twe imię. – Nareszcie, pomyślałem triumfalnie, oto nadeszła chwila kulminacji. Czy zostanie ze mną? Czy też odejdzie, skazując mnie na kolejne wieki samotności? - Dracula. - ...
«123»