1. Zespolenie


    Data: 22.11.2021, Autor: EwaGreen

    ... Syknęła.
    
    - Jedno z wielu. – Przyznałem. – Więc, wiesz też kim jestem. - Znikąd w jej dłoni pojawiło się ostrze, bez wahania przystawiła mi je do piersi.
    
    - Zabiję cię. - Wyznała. Wiedziałem, że potrafi to zrobić. Widziałem to w jej płonących ogniem oczach, w sposobie ustawienia smukłej dłoni. Naprawdę była tym za kogo ją uważałem.
    
    - Możesz zabić to ciało, ale nic ponadto. - Oparłem ze spokojem. - I tak do ciebie wrócę.
    
    - Dlaczego mnie dręczysz!? - Krzyknęła nagle, a jej głos niemal zawibrował od nagromadzonej w niej mocy. Po policzkach potoczyły się krągłe łzy. - Czego ode mnie chcesz!?
    
    - Ciebie. - Wyciągnąłem do niej rękę.
    
    - Nie! - Zaprzeczyła z wściekłością, która miała zamaskować wahanie.
    
    - Tak! - Odparowałem. - Od zawsze czułaś, że drzemie w tobie moc! Czułaś jej ból za każdym razem, gdy próbowała wyrwać się na wolność. Wściekłość, złość i żal dla całego świata, że nie pozwala być ci tym kim jesteś! - Z każdym słowem podchodziłem do niej coraz bliżej, a mimo ostrze nie zanurzało się w moim ciele. W końcu opuściła uzbrojoną dłoń. Chwyciłem jej zapłakaną twarz, ścierając gorące łzy. Widziałem jak jej opór słabnie, łamie się pod naporem jej własnej siły. - Przy mnie nie musisz udawać, nie będziesz musiała się hamować.
    
    - Tak... - szepnęła tak cicho, że niemal nie poruszyła ustami.
    
    - Chcę byś stała u mego boku i władała mrokiem wraz ze mną. - Poprosiłem, po raz pierwszy od tysięcy lat. - Pozwól mi uczynić cię moją panią. Zostań moją oblubienicą. - ...
    ... Sztylet z brzękiem upadł na podłogę. Wspięła się na place, przyciągnęła mnie do siebie.
    
    - A zatem weź mnie taką jaką jestem. - Pocałowała mnie z żarem, nie mniejszym od mego. Szarpnąłem dekolt sukni obdzierając jej ciało ze zbędnego okrycia. W mgnieniu porwałem ją w ramiona, nawet na sekundę nie przerywając pocałunku i ułożyłem na grubym, miękki arrasie zalegającym przed kominkiem.
    
    Zamarłem na chwilę podziwiając cień płomieni, który zatańczył na jej skórze, wydobywając prawdziwą głębię i piękno kształtu. Była moja! Bez względu na konsekwencje! Bez względu na nic nie warty świat!
    
    Zaraz za spojrzeniem podążyły jakby niedowierzające dłonie. Badały... nie, celebrowały każdą wypukłość. Zamknęły się na pełnych piersiach zwieńczonych ciemnymi, dumnie sterczącymi sutkami. Podążyły także wargi gotowe posmakować każdego skrawka kobiecej skóry, pachnącej nienazwanym aromatem. Z każdym posunięciem wydobywając z kobiety rozkoszne jęknięcia. Nieporadnie zaczęła zdzierać ze mnie ubranie, koszula dołączyła do szczepów sukni.
    
    Jednak, gdy dotarłem między uda, zwieńczone ociekającą sokami kobiecością, gdy musnąłem napęczniałą łechtaczkę ciszę rozdarł krzyk. Jej krzyk docierający do każdej komórki mojego jestestwa. Liczyło się już tylko to by jak najszybciej znaleźć się w jej wnętrzu. W roztargnieniu z targnąłem z siebie resztki garderoby, uwalniając członek niemal boleśnie błagający o najlżejszy dotyk.
    
    Wyszła mi naprzeciw dosłownie się na mnie nabijając. Otuliła tak szczelnie, jakby ...