1. Bard - Prolog


    Data: 18.02.2022, Kategorie: historia, legenda, Autor: nikt

    Miasto powoli budziło się do życia. Kupcy kierowali się w stronę rynku, aby rozstawić stragany w jak najdogodniejszym miejscu. Z rzemieślniczych warsztatów dało się słyszeć uderzenia młotów, w kuźniach z sykiem rozgrzewano piece, z tartaków dobiegał metaliczny zgrzyt ostrzonych pił. Słońce leniwie wychylało się znad zabudowań oddając światu kolory, które zabrała noc. Ulice powoli zapełniały się przechodniami pędzącymi do swych codziennych zajęć.
    
    Evan obserwował to wszystko siedząc na wzgórzu na wschodzie, zaraz za miastem. Tu zgiełk nie docierał. Nie słychać było krzyków kupców zachwalających swoje towary, woń resztek i nieczystości wyrzucanych do rynsztoku tutaj nie docierała. Płaszcz na ramionach i kaptur naciągnięty głęboko na twarz doskonale chroniły przed chłodem poranka. Od kiedy pamiętał zawsze lubił poranki. Lubił patrzeć na świat spowity mgiełką szarości. Przejechał dłonią po trawie, pokrywającej wzgórze i rozkoszował się chłodem rosy pokrywającej każde jej źdźbło. Wreszcie ujął leżącą obok lutnie, poprawił strojenie i wziął długi, smutny akord. Dłonie same ułożyły się w odpowiedni sposób, palce prawej ręki trącały struny wprawiając je w wibracje. Dźwięki płynęły po zboczach niesione przez wiatr. Melodia pochłonęła go do tego stopnia, że nie usłyszał jak nadeszła ona. Usiadła obok niego nic nie mówiąc, a on nie przerwał gry. Odezwała się dopiero, gdy wydobył z lutni głęboki dwudźwięk kończący pieśń.
    
    - Nie powiedziałeś, że potrafisz czarować - zaczęła ...
    ... patrząc na tłum kłębiący się na rynku miasta.
    
    - Cóż... z inteligencji wynika charyzma a z kolei z niej czar i urok osobisty, dlatego...
    
    - Daruj sobie - wywróciła oczami. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że są zielone.
    
    - Dobrze wiesz, o co mi chodziło. O magię. - fuknęła na niego lekko poirytowana.
    
    - Magia! - roześmiał się lekko - A co to jest magia?
    
    Spojrzała na niego, lekko skonsternowana pytaniem. Naprawdę ją denerwował.
    
    - No wiesz... kule ognia, niewidzialność.. te rzeczy.
    
    Mężczyzna zsunął z głowy kaptur, odłożył lutnie i spojrzał prosto w zielone oczy Keiry.
    
    - Nigdy nie studiowałem traktatów magicznych, opasłych tomów opisujących istotę zaklęć, nie rzucałem klątw, uroków i innych czarów. Nie ćwiczyłem pod okiem mistrzów, obciążonych doświadczeniem tak, jak tamten osioł cebulami - wskazał na zwierzę dostarczające zapewne towar do któregoś ze straganów - mimo to mogę ci trochę o tej Magii opowiedzieć. Weźmy na przykład takiego górnika. Czy to, że w pocie czoła uderza kilofem w ścianę by wydobyć z niej rudę nie jest magią? Przecież materiał, który pozyskał w kilka chwil natura musiała wykształcać długie lata. Idźmy dalej, ta ruda no i trochę węgla żeby rozgrzać piec to jedyne, co wykorzystuje kowal. Czy to, że najpierw wytapia z niej żelazo, formuje je, długie godziny hartuje w ogniu aż w końcu wykuwa z niego miecz lub inną broń, nie jest magią? Czy to, że z pomocą tej broni można odebrać życie nie jest magią? Potężnym magiem jest kobieta podająca swoim ...
«123»