-
Bard - Prolog
Data: 18.02.2022, Kategorie: historia, legenda, Autor: nikt
... dzieciom jajecznicę na śniadanie. Dzięki temu, że posiadła umiejętność przekształcania surowych jajek w pokarm może dać im kolejny dzień życia. Po co nam w takim razie zaklęcia stwarzające, niszczące, wskrzeszające? Przecież to wszystko już osiągnęliśmy, tylko nie nazywamy tego magią. Tego nie rozumiem. Nie rozumiem, czemu ciskanie ognistych kul jest magią, ale wystrzelenie z łuku płonącej strzały już nie. Teleportując się do jakiegoś miejsca jestem magiem, jadąc tam konno już nie. Magiem jest każdy człowiek, bo magia to umiejętności. No i chęć ich nabycia. Magia to my. Nic nie odpowiedziała. Milczała długo. Wreszcie wstała i skinęła na niego. - Chodźmy, czas ruszać. Poszli. Miasto pochłonęło ich natychmiast. *** Grupa najemników czekała na nich przy południowej bramie. Mięśnie rysujące się pod skórzanymi pancerzami, twarze poorane bliznami i obojętne spojrzenia wskazywały na to, że brali udział w wielu starciach. Ciężkie kusze, które nosili na plecach musiały budzić respekt nawet wśród najbardziej zuchwałych rycerzy. Widząc nadchodzącą Keirę żołdacy schowali gorzałkę i niezgrabnie wgramolili się na konie. Jeden z nich podszedł do kobiety prowadząc dwa luzaki. Bez słowa wręczył jej wodze i natychmiast zajął się własnymi obowiązkami. Profesjonaliści. Promienie słońca zatańczyły wśród rudych włosów, gdy kobieta zręcznie dosiadała wierzchowca. - Nie mogę iść pieszo? - Evan bez przekonania ujął lejce. Keira spojrzała na niego unosząc ...
... brew. - Nie. - rzuciła krótko i ruszyła, a wraz z nią najemnicy. Mężczyzna zaklął, wskoczył na konia i powlókł sięga pozostałymi. Rzucił ostatnie spojrzenie w kierunku miasta. Jego zgiełk cichł coraz bardziej, aż wreszcie zamienił się w jednostajny tętent kopyt uderzających o bruk. Wyruszyli. *** Jechali aż do zmierzchu. Błotnisty gościniec skutecznie spowalniał konie, wóz grzązł w bardziej podmokłych terenach. Zdarzało się, że trzeba było go wyciągać z błota za pomocą więcej niż jednego konia. Innym razem musieli nadłożyć drogi by ominąć bagno, w które zamieniła się piaszczysta droga po ostatnich ulewach. Najemnicy nie narzekali, przywykli do większych komplikacji. Czy to w postaci bandytów, błędnych rycerzy, watahy wygłodniałych wilków czy też, jak utrzymywali, dorosłego smoka. - To mówicie - zaczął sceptycznie Evan - mówicie, że był wielki jak stodoła? Najemnik, ten z insygniami kapitana na zaimprowizowanych pagonach, machnął ręką poirytowany. - No przecież mówię, że jak dwie stodoły! Sądząc po oddechu musiał opróżnić już co najmniej połowę swoich zapasów gorzałki. - No... - podjął znowu - i wtedy on wylądował prosto przed nami. Konie pouciekały, kobity w krzyk a my dawaj do toporów. Bo myśmy się niczego nie boją! - No - doskoczyli my do gadziny i siekli okrutnie we dwóch. Jarmuł to tak jeb... utrafił znaczy, że jajca żmijowi odrąbał! - najemnicy jak jeden mąż zarechotali, po czym pociągnęli łyk z bukłaków z wódką. Równo, jakby na komendę. Widać nie ...