-
Durnota (III)
Data: 02.03.2022, Kategorie: znajomi, praca, podróż, Autor: Lantja
... jeszcze robi genialne naleśniki z powidłami. Nie da się kobiety nie kochać. Sam rozumiesz, że należy jej się chwila dla siebie. Zabieram Zbynia i Stenię w góry, a Halinkę wysyłamy na masaż tajski do SPA. - Człowieku ty sobie kup dyktafon, bo ja nie wierzę, że ty słyszysz, co ty mówisz. I jak to jej oddałeś swoje miejsce, przecież mieliśmy jechać moim autem. - No mieliśmy i pojedziemy. A w sumie pojedziecie. Oddałem jej swoje miejsce w twoim samochodzie. *** Czas się nie śpieszył. Rozsiadł się leniwie w fotelu, wziął na kolana magazyn z cycatą blondyną na okładce i ślinił się wpychając raz po raz tłuste paluchy do zupełnie ciasnych już kalesonów. Przynajmniej tak się wydawało Dominikowi, który już nie mógł się doczekać wizyty wnuków swojej ukochanej niani i nieustannie wymyślał nowe zabawy, które będzie mógł przetestować na maluchach. Co do Konrada, rzecz się miała nieco inaczej. On też nie mógł się skupić na niczym innym niż piątkowym wyjeździe, ale w odróżnieniu od Dominika wcale nie chciał z nią grać w „skojarzenia”, chociaż, gdyby się tak zastanowić... *** W tym miejscu powinien się pojawić jeden z klasyków typu „Nareszcie nadszedł długo wyczekiwany piątek”. Powinien, ale się nie pojawi, bo przy okazji wtorku Konrad, do niedawna opanowany i zimny człowiek sukcesu, zaczął występować pod pseudonimem „dupa wołowa”. Zwyczajnie nie wytrzymał i zadzwonił. - Cześć, tu Konrad. Właśnie się dowiedziałem, że mam Cię dowieźć na zjazd w ten piątek? Chciałem ...
... obgadać szczegóły - Konrad niecierpliwie ugniatał ukryty w dłoni długopis. Przez chwilę wydawało się nawet, że to miętolenie sprawia mu niewysłowioną ulgę, no, ale co tam kogo podnieca. - Dzień dobry, cześć. Yyy przepraszam, daj mi sekundę, zbiorę tylko myśli. Jestem trochę zaspana - przyciskając słuchawkę do ucha, Katja rzuciła nieprzytomne spojrzenie w kierunku mikrofalówki, na której niebieskie cyferki, nieustępliwie odmierzały czas. Żaden to cud, że była zaspana, właśnie wybiła 6:30 - dzwonisz bardzo wcześnie, zaraz znajdę kalendarz, chwileczkę. Ten komentarz lekko wkurzył Konrada. Bardzo wcześnie, dobre sobie. Może dla leni i ogólnych nierobów wcześnie. On sam wstawał codziennie o 4 rano, a jeśli jeszcze wziąć pod uwagę, że od niedzieli powstrzymywał się żeby do niej nie zadzwonić, to ta 6:30 w tej chwili wcale, a wcale nie wydawała się aż taka wczesna. - Tak, tak wiem, przepraszam. O 7 zaczynam pracę - kolejna bzdura. Zawsze zaczyna przed 6-tą, teraz też ślęczał już w biurze, ale z niewiadomych przyczyn doszedł do wniosku, że ukrycie pracoholizmu pozwoli mu zrobić lepsze wrażenie. Po namyśle stwierdził jednak, że swoje pozostałe zboczenia chętnie jej zademonstruje - i nie wiem, jak długo to potrwa. Myślałem, że możemy teraz na szybko dogadać szczegóły, żebym mógł uporządkować terminarz. - Tak, tak oczywiście. Przede wszystkim, bardzo dziękuję, że się zgodziłeś. Przyznaję, że Dominik trochę mnie zaskoczył swoją propozycją, ale była mi wybitnie na rękę. Nie miałam ...