1. Durnota (III)


    Data: 02.03.2022, Kategorie: znajomi, praca, podróż, Autor: Lantja

    ... uda i biała, luźna koszula leżały na niej wyjątkowe dobrze. Wyglądała jak zwyczajna, zadbana kobietka, wybierająca się na sobotnią kawę z koleżanką. Nie wyzywająco, nie nazbyt konserwatywnie. Jedynym co mogło zasiać ziarno niepewności co do jej nad wyraz zwyczajnej natury, był bardzo drogi złoty zegarek i niezwykle duża torba z wydrukowanym znanym nazwiskiem na kieszonce, którą zarzuciła sobie na ramię.
    
    - Cześć. Daj pomogę Ci z tymi tobołami. Wszystko w porządku? - Konrad chwycił stojącą obok walizkę i kilka sporych teczek, mieszczących zapewne jej najnowsze projekty, starając się przy tym na nią nie patrzeć. Wiedział doskonale, że jeden jej uśmiech wystarczyłby, żeby już i tak widoczne wybrzuszenie w jego spodniach dodatkowo się powiększyło.
    
    - Świetnie, dziękuję!
    
    I to by było tyle. W ciągu następnych dwudziestu minut żadne z nich nie miało odwagi się odezwać. Konrad maksymalnie skupiony na jeździe, ani myślał oderwać wzrok od drogi. Wiedział, że jeden fałszywy ruch z jego strony i rzuci się na nią nie pytając o pozwolenie. Zapach jej perfum, który mieszał się z wyraźnie wyczuwalnym niepokojem odurzał go i obezwładniał. Nie mógł rozmawiać, czuł się niepewnie. Zupełnie inaczej niż za pierwszym razem, kiedy wydawało mu się, że ma u boku starą znajomą. Teraz, ta stara znajoma ociekała seksem. Była niedostępna. Nie odwzajemniała jego uczuć. To sprawiło, że pożądanie przybrało na sile. Postanowił być silny. Oschły zupełnie jak zwykle. Żeby poczuć się bezpiecznie musiał ...
    ... przecież uciec do znanych mu schematów.
    
    - Widzę, że wyznajesz zasadę „Konrad i jego kierownica”.
    
    - Słucham?
    
    - No w czasie drogi. Jesteś tylko ty i twoja kierownica. Reszta nie istnieje.
    
    - Nie, nie skąd. Po prostu się zamyśliłem - w głowie Konrad właśnie starał się przekonać bogów wszystkich znanych mu religii żeby z jej ust nie padło już ani jedno słowo. Zwariuje jeżeli zaczną rozmawiać, tym bardziej, że nie mógł sobie za cholerę przypomnieć jak się mówi „Boże niech tak kobieta się więcej już do mnie nie odzywa, błagam” po hebrajsku.
    
    - Acha. – Rozbawiona Katja, wyraźnie zdawała sobie sprawę z tego jak na niego działa. W końcu nie był to pierwszy raz, kiedy facet na jej widok, nerwowo naciąga sweter, albo rumieni się jak dzieciak. Tyle tylko, że w Konradzie było coś miłego. Po prostu. Niby oschły, nieprzychylny, ale tak naprawdę zupełnie normalny facet, ze swoimi skrzywieniami. Przypominał jej, ją samą. Miał niewielu przyjaciół, nie lubił nawiązywać nowych kontaktów, czy być w centrum uwagi, ale potrafił oddać się swojej pasji bez reszty i to właśnie budziło w innych respekt i największy podziw. Postanowiła nie dawać tak szybko za wygraną i jeszcze trochę się podroczyć. Sama nie wie czemu, ale naprawdę miała na niego ochotę. Tyle.
    
    - Wiesz, przepraszam za swoje zachowanie ostatnim razem. Nie wiem sama, co wtedy myślałam. Wydawało mi się, że poczułam między nami chemię i wtedy ta Ewka... Wyskoczyła tak nagle, dziwnie się poczułam. Przepraszam, naprawdę nie wiem ...